Wczorajsza sesja to jakby dwie różne sesje. Przed południem mieliśmy trochę atrakcji tylko po to, by po południu przyglądać się małym zmianom cen.

Wysokie otwarcie, na fali optymizmu wywołanego lepszymi niż oczekiwano wynikami Cisco, mogłoby zadowolić byki. Niestety, szybko się okazało, że strona popytowa nie była wcale taka silna. Po dojściu do poziomu 1080 pkt. nastąpiło osłabienie i spadek cen. Spadek ten był dwukrotnie przyspieszany przez ustawione zlecenia "stop". Jeszcze przed południem ceny zjechały do 1056 pkt. i tam znalazły twardszy grunt. Przez resztę sesji mieliśmy do czynienia z marazmem na poziomie konsolidacji z dnia poprzedniego (ok. 1060 pkt.). Dopiero pod koniec sesji udało się niedźwiedziom zejść jeszcze niżej, na 1052 pkt., by w ramach końcowego fixingu zyskać dodatkowy jeden punkt (zamknięcie na minimum 1051 pkt.).

Opisane wydarzenia mają, oczywiście, swój kontekst techniczny. Wysokie otwarcie sprawiło, że została wyrysowana luka hossy oraz, że udało się wyjść nad poziom średniej kroczącej. Wtedy można było myśleć optymistyczniej, a za wsparcie uznać średnią lub poziom zamknięcia z dnia poprzedniego. Przebicie wsparć oznaczałoby, że pozytywne sygnały były fałszywe. Takie podejście okazało się słuszne, gdyż w wyniku aktywności podaży ceny zeszły ponownie pod poziom średniej i zamknęły poranną lukę hossy. Fałszywe sygnały kupna często są całkiem dobrymi wskazówkami, że rynek nadal jest pod panowaniem niedźwiedzi. Tak było i wczoraj. Wspomniane zejście pod poziom poprzedniego zamknięcia wywołało pierwszą falę "stopów". Bykom nie udało się już powrócić powyżej niego. Wręcz przeciwnie, sesja z zakończeniem na poziomie minimum nie oznacza niczego dobrego dla byków. To tylko potwierdza, że trzymanie się trendu jest najwłaściwszym wyjściem.