Stwierdzenie "Polska jest dziwnym krajem" świeżością raczej nie grzeszy. Cóż z tego, skoro wciąż pozostaje aktualne. Najwidoczniej tak już musi u nas być, że ustroje mijają, a zadziwienie Polską ma trwać.
No, bo czy to nie jest jednak trochę dziwne? Minister finansów obkłada akcyzą energię elektryczną, a obniża akcyzę na alkohol. Budżet, jak dobrze pójdzie, per saldo wyjdzie na takiej podwyżce cen energii i obniżce cen wódki na plus. Ale co z resztą gospodarki? Czy to jest ta mniej nagłośniona część pakietu stymulującego? Co to w ogóle jest, poza tym, że brzmi i wygląda kabaretowo?
Obniżka akcyzy na alkohol jest znaczna, wynosi 30% i zostanie wprowadzona w październiku. Ta redukcja została obwarowana warunkiem co najmniej 20% obniżki cen alkoholu przez producentów. Waga alkoholu w koszyku CPI wynosi obecnie 1,8%. Przy założeniu wymaganej 20-proc. redukcji cen przełoży się to na spadek wskaźnika CPI o 0,36 pkt. proc. Po uwzględnieniu tego nieoczekiwanego wkładu rządu w proces dezinflacji, ścieżka inflacyjna, skorygowana już o inflacyjny efekt wprowadzenia akcyzy na energię, wygląda w ten sposób, że niektórym ludziom włosy się zjeżą ze strachu.
W październiku inflacja w Polsce wyniesie 1,2%, a na koniec roku 2002 nie powinna być wyższa niż 1,7%.
I niech mi ktoś teraz powie: czy nie jesteśmy trochę dziwnym krajem? Rząd, z ważnych społecznych względów, prowokuje spadek cen wódki. A ponieważ ten sam rząd nękany jest kłopotami wiecznie głodnego budżetu, podnosi jednocześnie ceny energii. Ta cenotwórczość sprawia, że istnieje realna groźba kolejnego nietrafienia przez Radę Polityki Pieniężnej w cel inflacyjny. Cel - dodajmy - dopiero co obniżony.