Ceny detaliczne z pominięciem odsetek kredytów hipotecznych wzrosły w lipcu o 2% w skali rocznej wobec 1,8% przewidywanych przez ekonomistów. W porównaniu z poprzednim miesiącem nastąpił spadek cen o 0,2%, był on jednak mniejszy niż zazwyczaj o tej porze roku. Wśród powodów wymieniono wzrost cen piwa, papierosów i posiłków w restauracjach, a także wcześniejsze przeceny w domach towarowych, które zaczęły się już w czerwcu, zamiast, jak zwykle, w lipcu.

Pomimo wzrostu, roczna stopa inflacji pozostała poniżej dopuszczalnego limitu 2,5%. Dlatego większość ekonomistów jest zdania, że brytyjski bank centralny pozostawi w najbliższych miesiącach stopy procentowe na dotychczasowym, najniższym od prawie czterdziestu lat poziomie 4%, aby ułatwić ożywienie aktywności ekonomicznej.

Wprawdzie w drugim kwartale wzrost w gospodarce brytyjskiej wyniósł 1,5% wobec 1,1% w ciągu poprzednich trzech miesięcy, ale ostatnio pojawiły się zjawiska świadczące o wolniejszej poprawie koniunktury niż wcześniej przewidywano. W czerwcu produkcja przemysłowa zmniejszyła się najbardziej od 1979 r., a wzrost sprzedaży detalicznej został przyhamowany w lipcu po raz pierwszy od trzech miesięcy. W tej sytuacji niektórzy eksperci nie wykluczają nawet ponownego złagodzenia przez Bank Anglii polityki pieniężnej.

Wielka Brytania ma tę przewagę nad innymi państwami europejskimi, że jej inflacja jest niższa. Zgodnie ze standardami UE, wzrosła ona wprawdzie w lipcu do 1,1% w skali rocznej, z 0,6% miesiąc wcześniej, ale średnia dla krajów Unii Europejskiej osiągnęła w czerwcu 1,6%, a dla państw strefy euro 1,8%. W USA roczna stopa inflacji wynosiła wówczas 1,1%.