Stany borykające się z coraz większymi kłopotami finansowymi znalazły się w pułapce. Aby zwiększyć wpływy do budżetów lokalne legislatury podwyższają podatki od "grzesznych" używek (tzw. sin tax) - alkoholu i tytoniu. Jednocześnie jednak palacze wykorzystują wszystkie dostępne metody, aby uniknąć dodatkowych wydatków.
Prawo federalne (tzw. Jenkins Act) zobowiązuje internetowych sprzedawców wyrobów tytoniowych do przekazywania lokalnym władzom adresów swoich klientów. Teoretycznie daje to możliwość ściągnięcia podatków od samych palaczy. Według General Accounting Office - jednej z komórek amerykańskiego Kongresu - żaden ze 147 badanych sprzedawców nie zamieszcza na swoich witrynach informacji o stosowaniu się do tego wymogu.
Według GAO, aż 78% sprzedawców nie stosuje się do federalnego prawa. Większość witryn internetowych wprost reklamuje "papierosy wolne od podatku". Jeden ze sprzedawców gwarantuje, że transakcje są "w 100% poufne".
Unikanie konwencjonalnych punktów sprzedaży może przynieść palaczowi spore oszczędności. W najdroższych stanach Nowy Jork i New Jersey podatek wynosi aż 1,5 USD od paczki. W dystrykcie stołecznym (Waszyngton DC) lokalny fiskus pobiera 1,425 USD za opakowanie. Inne stany nie pozostają w tyle. Illinois podwoiło niedawno podatek z 40 do 98 centów, a Massachusetts zwiększyło obciążenie o 75 centów na paczce.
Według raportu, wartość internetowej sprzedaży tytoniu wyniesie do 2005 r. 5 miliardów USD. Oznacza to zubożenie stanowych urzędów podatkowych o 1,4 mld USD wpływów.