Jest nieco lepiej niż w czerwcu - nie kryją urzędnicy GUS. Jednak są bardzo ostrożni w ocenach. Może dlatego, że gdy przed miesiącem prezes GUS Tadeusz Toczyński po raz pierwszy od dłuższego czasu z optymizmem mówił o gospodarce, dziennikarze nie kryli zaskoczenia. Na wczorajszej konferencji prasowej oceny jego zastępczyni Haliny Dmochowskiej były znacznie bardziej stonowane.
- Wyniki lipca pokazują, że w wielu miejscach w gospodarce pojawiają się symptomy poprawy - powiedziała. - Zaznaczam, są to symptomy, i to, czy rzeczywiście wskazują na poprawę, będzie zależeć od tego, jak trwałe się okażą.
Przede wszystkim w lipcu znacznie wzrosła produkcja - nawet jeśli wziąć pod uwagę liczbę dni roboczych, była wyższa o 3,5% niż przed rokiem. To drugi z rzędu miesiąc poprawy w produkcji przemysłowej, dzięki czemu jej poziom po siedmiu miesiącach jest prawie taki sam, jak po siedmiu miesiącach roku 2001. Na dodatek, odbywa się to przy rosnącej efektywności pracy - zwiększyła się ona w okresie styczeń-lipiec br. o 7%, wobec tego samego okresu rok wcześniej.
Wprawdzie nadal bezrobocie jest wysokie i w lipcu wzrosło do 17,4% z 17,3% w czerwcu, jednak dynamika tego wzrostu była niższa niż przed rokiem. Nadal spada zatrudnienie, ale wolniej, a poza tym zwiększyła się liczba ofert pracy.
Innym pozytywnym symptomem jest szybki wzrost sprzedaży detalicznej, która - po spowolnieniu w II kwartale - w lipcu zwiększyła się o 6,5% wobec czerwca i o 8,6% w stosunku do lipca 2001. Ruch w sprzedaży detalicznej zwiększył obroty hurtowników. Sprzedaż tego działu handlu wzrosła o 13,8% wobec czerwca i 16,8% wobec lipca ub.r. Wiceprezes GUS zwróciła uwagę na to, że wzrosła zarówno produkcja, jak i sprzedaż firm motoryzacyjnych.