Reklama

Zbyt optymistyczna inflacja

Średnioroczna inflacja w 2003 r. może wynieść 2,9-3% - uważają ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy. To więcej niż ostatnie prognozy Ministerstwa Finansów. W projekcie zmian założeń do przyszłorocznego budżetu resort proponuje przyjęcie wskaźnika na poziomie 2,3%. Analitycy uważają, że niedoszacowanie inflacji może w krótkim terminie zwiększyć dochody do budżetu.

Publikacja: 27.08.2002 08:34

- Niższa inflacja średnioroczna w 2003 r. nie musi być wcale spowodowana słabszym popytem. To może być efekt bardzo wolnego wzrostu cen w tym roku. Ale ten efekt nie będzie utrzymywał się aż tak długo. Prognoza ministerstwa jest zbyt optymistyczna. Według naszej, inflacja wyniesie 2,9% - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Poprawka do założeń budżetowych daje nominalny spadek wydatków w stosunku do pierwotnych planów. Wyniosą one prawdopodobnie nie 192,5 mld zł, a 191,2 mld zł, co oznacza, że realnie będą takie same. Jeśli jednak inflacja będzie wyższa od założonej, to realnie budżet wyda mniej, za to zwiększą się jego nominalne dochody. Według Macieja Relugi, głównego ekonomisty BZ WBK, nie należy zbytnio przeceniać efektu niedoszacowania inflacji. Dużo większym problemem jest, jego zdaniem, to, jak na wiadomość o zmianie inflacji i związanych z nią wskaźnikach pochodnych zareagują partnerzy społeczni z Komisji Trójstronnej.

- Mówimy o małych wielkościach i tak naprawdę to, czy inflacja będzie bliżej 2 czy 3%, nie będzie miało dużego znaczenia. Chociaż nam wychodzi, że będzie bliżej 3% - ocenia Maciej Reluga.

Rząd dzisiaj ma zająć się propozycjami ministerstwa. Na razie wiadomo, że oprócz nowej prognozy wzrostu cen zostanie też zmieniony wskaźnik zwiększania wynagrodzeń w sferze budżetowej. W pierwotnej wersji założeń było to 4%, teraz ma być 3,3%. Kiedy sprawą zajmą się związkowcy i pracodawcy z Komisji Trójstronnej - nie wiadomo.

Według ekonomistów, nie należy spodziewać się korekty szacunków wzrostu produktu krajowego brutto w 2003 r. Oprócz tego, że niższa inflacja średnioroczna nie musi wynikać ze słabszego popytu wewnętrznego (a to on według resortu finansów będzie w głównej mierze odpowiedzialny za wzrost PKB) analitycy zwracają także uwagę na "efekt marketingowy" założeń budżetowych. - Grzegorz Kołodko wrócił do rządu jako człowiek, który ma przywrócić polskiej gospodarce szybszy wzrost. Nie należy od niego oczekiwać, że zacznie od obniżania prognoz tego wzrostu - mówi Mateusz Szczurek.

Reklama
Reklama

Marek Belka, poprzedni minister finansów, oszacował wzrost PKB w 2003 r. na poziomie 3,1%. W cenach bieżących produkt krajowy ma być wart 786,3 mld zł.

Inflacja nie większa niż 3%

Z opublikowanego właśnie "Przedakcesyjnego Programu Gospodarczego 2002" wynika, że rząd zakłada w latach 2004-2005 inflację niższą niż 3%. Rada Ministrów przyjmowała dokument, gdy nie były jeszcze znane nowe propozycje resortu finansów w sprawie założeń do przyszłorocznego budżetu, stąd utrzymano w nim szacunki 3-proc. inflacji w przyszłym roku. Wskaźnik wzrostu cen po 2003 r. "będzie kształtował się pod wpływem przewidywanego wzrostu popytu, skutków łagodzenia warunków monetarnych oraz procesu wyrównywania się poziomu cen artykułów rolnych pomiędzy Polską a krajami Unii Europejskiej". Według programu, PKB ma wzrosnąć w przyszłym roku o 3,1%, rok później wzrost ten wyniesie 4,9%, a w 2005 r. - 5,4%. Jednocześnie oficjalnie podtrzymano tegoroczną prognozę wzrostu (1%). Od 2003 r. zacznie spadać bezrobocie: z 18,7% poprzez 17,5% w 2004 r., do 15,7% w 2005 r.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama