We wtorek ceny ropy naftowej wzrosły przejściowo do najwyższego poziomu od 11 miesięcy. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w październiku płacono już 27,85 USD, ale tendencja zwyżkowa uległa osłabieniu i po południu notowania wynosiły 27,63 USD, wobec 26,99 USD w końcu zeszłego tygodnia. W poniedziałek tamtejsza giełda naftowa była nieczynna ze względu na przerwę świąteczną.

Impulsem do zwyżki cen ropy była wypowiedź wiceprezydenta USA Dicka Cheneya na temat spodziewanego wybuchu wojny z Irakiem. Stwierdził on, że ponieważ kraj ten prawdopodobnie dysponuje bronią masowej zagłady, nie można dopuścić do jego dalszego wzmocnienia. Tymczasem - zdaniem prawników Białego Domu - prezydent George W. Bush nie musi zabiegać o zgodę Kongresu na rozpoczęcie działań wojennych, gdyż obowiązuje wciąż decyzja z 1991 r., dotycząca kampanii w Zatoce Perskiej. Perspektywa konfliktu zbrojnego, którego celem miałoby być odsunięcie od władzy prezydenta Saddama Husajna, wywołuje niepokój inwestorów, gdyż w konsekwencji mogłoby dojść do przerwania dostaw ropy z Bliskiego Wschodu.

Niebezpieczeństwo wojny, łącznie z niepewnością dotyczącą koniunktury w gospodarce amerykańskiej, spowodowało również wzrost notowań złota. Kruszec ten zyskał znów na atrakcyjności jako bezpieczna lokata kapitałów i po południu kosztował w Londynie 310,85 USD za uncję, wobec 309,45 USD dzień wcześniej.

Zwyżka cen nie ominęła rynku metali kolorowych. Tam jednak bodźcem były najnowsze dane, które wykazały wyraźny wzrost zamówień na dobra trwałego użytku w USA, wzmacniając nadzieje, że zwiększy się popyt na surowce. Miedź w kontraktach trzymiesięcznych zdrożała w Londynie do 1513 USD za tonę z 1508 USD w końcu ubiegłego tygodnia.