W miarę zbliżania się daty 11 września zapał kupujących na światowych rynkach akcji słabnie. Rynki obawiają się, że rocznica tragicznych wydarzeń może być kolejną okazją dla terrorystów, żeby "uczcić" swoją szaleńczą walkę. Wzrost cen ropy naftowej sygnalizuje, że inwestorzy dyskontują ryzyko napięcia na Bliskim Wschodzie. Plany ataku amerykańskiego na Irak od dawna nie są tajemnicą. Wyprawy dyplomatów do najważniejszych państw wskazują, że mamy do czynienia z sondażem możliwości poparcia akcji przeciw reżimowi Saddama Hussejna.

Mimo kilkunastoprocentowych wzrostów za oceanem podstawowe wskaźniki nastroju sugerują, że przewaga pesymistów jest wciąż duża (np. AAII Index - niedźwiedzie/byki - 44% do 40%). To typowe wskazania dla formowania się lokalnego dna. Problem w tym, że dna zostały już ukształtowane pod koniec lipca br.

Fiasko próby przełamania wrześniowego dna na Nasdaq Composite (1420 pkt.) i nieudany atak popytu na linię sygnalną wieloletniej formacji głowy i ramion na S&P500 dają argumenty zwolennikom analizy technicznej, że na trwałe wzrosty nie należy liczyć.

Gospodarstwa domowe bardzo ostrożnie oceniają swoje perspektywy. Indeks zaufania Conference Board spadł zdecydowanie (z 106,4 pkt. do 97,1 pkt.). Niewielką zniżkę zanotowały również wskaźniki wyprzedzające koniunktury - LEI. Oba wskaźniki pokazują, że konsumenci będą mniej skłonni wydawać pieniądze niż dotychczas. A to będzie owocować niższą sprzedażą i zyskami korporacji. To kolejny czynnik zniechęcający do odważnych zakupów akcji.

Prawdopodobnie spokojny przebieg zbliżającej się rocznicy ataku na WTC poprawi nieco nastroje inwestorów. Ale o tym, jak zakończy się dzień 11 września, nikt nie wie. W krótkiej perspektywie należy spodziewać się, co najwyżej, trendu horyzontalnego, w czasie którego bezpieczniej nie trzymać akcji. Obawy w dłuższym terminie pozostają. Makro i polityka nie sprzyjają wzrostom.