Pierwotnie przyszłość Apeximu miała rozstrzygnąć się do końca sierpnia bieżącego roku. - Pewne kwestie związane z kontraktami sprawiły, że rozmowy przesunęły się o parę dni. Myślę, że wszystko wyjaśni się w nadchodzącym tygodniu - powiedział PARKIETOWI Artur Nowak-Gocławski, prezes Apeximu. Z naszych informacji wynika, że chodzi o należności, które mogły zapewnić spółce prowadzenie bieżącej działalności.
Zadłużenie Apeximu wynosi ok. 50 mln zł plus odsetki. Około połowy tej kwoty przypada na Pekao SA. Dlatego tak naprawdę od porozumienia z bankiem zależy powodzenie całej operacji oddłużenia spółki. - To z kolei zależy od tego, czy uda nam się sprzedać biurowiec. W tym tygodniu dostaliśmy kolejną ofertę i sprawa nabiera tempa. Sprzedaż budynku jest kluczowa. Da podstawę do zaspokojenia Pekao SA, a to jest warunkiem rozmów z pozostałymi wierzycielami - podkreśla prezes.
Poza próbami porozumienia z głównymi wierzycielami Apexim starał się także dogadać z fiskusem i mniejszymi kontrahentami. Efekty tego są jednak znikome. Większość mniejszych wierzycieli albo składa w sądzie wnioski o upadłość spółki, albo ma prawomocne wyroki nakazujące Apeximowi zwrot gotówki. Spółce nie udało się także porozumieć z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. We wtorek ZUS poinformował, iż nie zgodzi się na rozłożenie na raty zaległości z tytułu składek. Chodzi o kwotę 1,9 mln zł. Podobnie zachował się urząd skarbowy.
Warszawska spółka występuje w sądach nie tylko jako strona pozwana. Ostatnio złożyła do prokuratury zawiadomienie w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa. Chodzi o rzekome wyłudzenie ze spółki 1,9 mln zł. Nie wiadomo jednak, przeciwko komu toczy się postępowanie.
- Jest ono prowadzone bardzo sprawnie. Odbyło się już pierwsze przesłuchanie w tej sprawie - stwierdził prezes. W sądzie toczy się także sprawa z powództwa byłego szefa Apeximu, który domaga się 1,7 mln zł odszkodowania. Również w tym przypadku nie ma jeszcze rozstrzygnięcia.