Reklama

Jesteśmy blokowani

Z przewodniczącym KPWiG Jackiem Sochą rozmawia Dariusz Jarosz

Publikacja: 30.08.2002 08:15

Dlaczego Komisja Papierów Wartościowych i Giełd niechętnie informuje o prowadzonych przez nią postępowaniach i składanych zawiadomieniach do prokuratury? Nawet o tak ewidentnym przypadku, jakim jest dobrze udokumentowana sprawa Wedla, polegająca na wykorzystaniu informacji poufnej o cenie wezwania, nadal niewiele wiemy.

Ujawnienie sprawy w momencie przygotowywania przez nas zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa może negatywnie wpłynąć na sposób jej późniejszego badania przez prokuratora. Dlatego na tym wstępnym etapie KPWiG z reguły wstrzymuje się od wszelkich informacji o toczącym się postępowaniu.

Na rynku papierów wartościowych często nie ma dowodów bezpośrednich, takich jak choćby odciski palców czy dokumenty. Dlatego też bardzo ważne są tutaj zeznania świadków, a te może zebrać tylko prokurator. Ponadto podejrzany, wiedząc, że prowadzimy przeciwko niemu postępowanie, może np. wycofać aktywa lub starać się zacierać ślady. Dlatego też na wstępnym etapie musimy zachować dyskrecję. Dopiero po wniesieniu do sądu aktu oskarżenia przez prokuratora może on - posługując się inicjałami podejrzanych - powiedzieć coś więcej o sprawie. Już po ogłoszeniu wyroku wiedza o niej powinna być powszechnie dostępna.

To wszystko teoria. W praktyce jest tak, że często prokuratorzy odmawiają informacji o prowadzonych przez nich postępowaniach, zasłaniając się dobrem śledztwa. Na wokandy sądowe dociera niewiele spraw, gdyż są umarzane. Jeśli już jednak tam trafią - w większości przypadków kończą się śmiesznie niskimi wyrokami lub uniewinnieniem. Na polskim rynku kapitałowym umacnia się przekonanie o bezkarności przestępców.

Przypięcie komuś "łatki", że jest podejrzany, pozostawia trwały ślad. Zasada domniemanej niewinności musi być honorowana. Komisja razem z prokuraturą muszą często działać z zaskoczenia. To wymaga spokoju i ciszy, a nie medialnego rozgłosu.

Reklama
Reklama

Działacie z zaskoczenia? Można odnieść wrażenie, że pracownicy Biura Inspekcji KPWiG zachowują się jak archeologowie. Badają mozolnie wyłącznie pozostawione ślady i jeśli układają się one w jakąś logiczną całość, to sporządzają zawiadomienie do prokuratury. Gorzej, gdy przestępca działa w rękawiczkach. Wówczas udowodnienie mu czegokolwiek graniczy chyba z cudem.

Ale jeżeli w sprawie wykorzystania informacji poufnej w wezwaniu na akcje Izolacji Zduńska Wola osoba wymieniona w naszym zawiadomieniu złożonym w prokuraturze w lipcu 2000 roku zostaje zatrzymana w celu złożenia wyjaśnień dopiero w lutym 2002 roku, to jest to bardzo dziwne. Należało to zrobić znacznie wcześniej. Ponadto zatrzymanie powinno dotyczyć jeszcze co najmniej kilku osób, które zostały przez nas wymienione w zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dopiero po jednoczesnym przesłuchaniu wszystkich zamieszanych w sprawę można by odpowiedzieć na pytanie, jaka była ich rola w wykorzystaniu informacji poufnej w tym wezwaniu.

Opinia publiczna dalej nie wie, dlaczego umorzono sprawę Wedla. Czy to nie jest dziwne, że panuje tutaj jakaś tajemnicza zmowa milczenia? Przecież dziennikarzowi trudno jest zmusić prokuratora, by przyznał się, dlaczego umorzył ewidentny przekręt, gdyż ten zawsze może wymigać się okrągłą formułką, że nie doszukał się znamion przestępstwa. Komisja twierdzi, że są ewidentne dowody, prokurator milczy i de facto nikt nie jest w stanie powiedzieć, dlaczego paru cwaniaków zarobiło w ciągu jednej sesji kilkaset tysięcy złotych na przecieku informacji o cenie wezwania i włos im z głowy nie spadł. To absurd pokazujący beznadzieję działania naszego systemu karnego.

Szkoda że w Polsce nie ma takiego zwyczaju, że prokurator podaje przyczyny umorzenia postępowania w sprawie, która jest publicznie znana. Sprawa nie została jeszcze definitywnie zakończona, bo po zaskarżeniu przez nas decyzji prokuratora apelacyjnego czeka ona na rozstrzygnięcie sądu rejonowego.Mimo wszystko uważam, że jest to błędne koło, wzmacniające poczucie bezkarności wśród osób wykorzystujących informacje poufne i manipulujących kursami spółek.

Od czerwca 2001 r. sytuacja w prokuraturze uległa istotnej zmianie. W ramach Prokuratury Okręgowej w Warszawie działa wydział, zajmujący się przede wszystkim przestępstwami na rynku kapitałowym. Pracują w nim wyspecjalizowani prokuratorzy. Właśnie oni mogliby w znacznie większym stopniu ujawniać szczegóły prowadzonych śledztw.

Coraz częściej duzi, prywatni akcjonariusze próbują "wysysać" pieniądze z giełdowych spółek i traktują je jako narzędzia do robienia własnych interesów. Czy Komisja monitoruje to, co się dzieje m.in. w Wólczance, Suwarach czy Apeximie?

Reklama
Reklama

Wszystkimi tymi sprawami zajmujemy się w KPWiG. Nie wszędzie łamane są przepisy ustawy o publicznym obrocie. Są to jednak działania, które wymagają wyjaśnienia pod kątem naruszenia interesów mniejszościowych akcjonariuszy. Rozwiązaniem tego problemu jest, z jednej strony, prowadzenie przejrzystej polityki informacyjnej przez samą spółkę, a z drugiej - pokrzywdzeni inwestorzy powinni się zrzeszać w grupy i prowadzić działania obronne. Jeśli taka grupa będzie dla nas partnerem i wystąpi np. do sądu, aby zaskarżyć uchwały WZA, to my, po rozważeniu sprawy, możemy ją poprzeć, jak to zrobiłem m.in. w przypadku Pozmeatu, Stomilu Olsztyn, Mostostalu Export, Pagedu.

Nie chcę, by w Polsce wytworzył się taki model, w którym KPWiG występuje do sądu samodzielnie, nie mając oparcia w pokrzywdzonych. Naruszenie interesu powinno być zdefiniowane przez tych, którzy stracili pieniądze, np. gdy spółka działała niewłaściwie.

Jednak amerykańska komisja papierów wartościowych i giełd (SEC) sama przystępuje do działań, jeśli uzna, że łamane są interesy uczestników rynku, nie czekając, aż zgłoszą się do niej pokrzywdzeni. Sama też pertraktuje wysokość wypłacanych odszkodowań.

Tam jest innego rodzaju system prawny. My nie posiadamy wielu uprawnień tamtejszej Komisji. Ponadto, gdybyśmy działali podobnie, to już widzę pytania o to, jaki mamy interes, by występować przeciwko danej spółce czy jej zarządowi. Już raz się zwróciłem do inwestorów, by przedstawiali swe roszczenia, gdy Elektrim w 1999 r. nie podał informacji o umowie dotyczącej PTC. Wtedy w ciągu dwóch dni kurs spółki spadł o 20%. Nikt się nie zgłosił. Komu zatem miałoby zostać wypłacone ewentualne zadośćuczynienie i w jakim trybie, jeśli nie ma poszkodowanych? My, w granicach prawa, możemy nakładać jedynie kary administracyjne, co też czynimy. Wówczas spółka zapłaciła 500 tys. zł kary.

Ale osoby odpowiedzialne za utajenie informacji nie poniosły za to konsekwencji. Nakładane kary zawsze obciążają budżet firmy, de facto - także jej drobnych akcjonariuszy, czyli są oni karani dodatkowo, oprócz spadku kursu akcji.

W USA nawet niewielka, nałożona na spółkę kara oznacza wyrok dla wielu menedżerów, jeśli chodzi o ich dalszą karierę zawodową. W Polsce firma płaci karę pieniężną i przeważnie nic się dalej nie dzieje. A przecież płaci dlatego, że niewłaściwie funkcjonuje menedżment spółki. Dlatego też rada nadzorcza powinna "podziękować" za pracę takim osobom, przez które firma ma problemy.

Reklama
Reklama

Jak pokazuje polska praktyka, tego rodzaju działania represyjne są rzadkością.

Okazuje się, że nawet nałożenie przez nas kary 500 tys. zł na spółkę czy dom maklerski nie skutkuje np. odwołaniem prezesa lub członka zarządu. Ponadto, w Polsce jedynie KPWiG nakłada kary administracyjne na uczestników rynku. Nie powinno być tak, że takie instytucje, jak KDPW czy GPW nie robią praktycznie nic, jeżeli chodzi o nadzór nad rynkiem papierów wartościowych. Po części wynika to z istniejących przepisów prawa.

Czy kary nakładane przez Komisję nie mogą być zindywidualizowane i dotyczyć konkretnych osób, a nie - jak to ma miejsce obecnie - tylko firm?

W tym kierunku powinny iść zmiany w ustawie o publicznym obrocie. Karę na osobę fizyczną może np. nakładać nadzór ubezpieczeniowy. Takie uprawnienia ma też Komisja Nadzoru Bankowego. Może ona nałożyć grzywnę w wysokości trzykrotnego miesięcznego wynagrodzenia na członków zarządu banku.

Wcale nie twierdzę, że model, w którym można ukarać wyłącznie spółkę publiczną, a nie osoby odpowiedzialne w niej za przewinienia, jest prawidłowy. Proponowaliśmy takie rozwiązanie już w 1999 r., gdy głośna była sprawa Universalu. Chcieliśmy mieć prawo do zakazania osobom, które uporczywie i trwale nie wypełniały obowiązków informacyjnych, pełnienia ważnych funkcji w spółkach publicznych. Zostało to jednak odrzucone. Niestety, niektóre instytucje, w tym KDPW, GPW i Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych, torpedują nasze inicjatywy, twierdząc, że i tak posiadamy już za duże uprawnienia. Z jednej strony, mówi się, że jest źle, a z drugiej - jesteśmy blokowani.

Reklama
Reklama

Czy ukarana przez Komisję osoba mogłaby się odwołać?

Tak. Sąd mógłby stwierdzić, czy nie został przypadkiem naruszony interes obywatela. Chcielibyśmy, by karą pieniężną były także zagrożone osoby wykorzystujące na rynku kapitałowym informacje poufne bądź manipulujące kursami, i to bez konieczności udowadniania komuś intencji działania. Czy policjant, który wypisuje mandat, docieka, czy ktoś świadomie przejechał na czerwonym świetle albo przekroczył prędkość? Po prostu stwierdza fakt i to wystarczy, by ukarać winnego złamania przepisów kodeksu ruchu drogowego. Jeżeli zatem inwestor przekroczył 5--proc. próg w kapitale akcyjnym spółki i nikogo o tym nie poinformował, a taki ma obowiązek, powinien ponieść karę bez względu na to, czy zrobił to przez przypadek, czy też nie.

To słuszny postulat, ale prawdopodobnie znowu spotka się z ostrym sprzeciwem środowiska i ustawodawcy. Wróćmy jeszcze do powołanej przed rokiem specjalnej komórki w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, która zajmuje się wyłącznie ściganiem przestępstw na rynku kapitałowym. Wiązano z nią spore nadzieje. Jak układa się Wam współpraca?

Uważam, że relacje między KPWiG a tą komórką powinny zostać zmienione. W wielu wypadkach czuję, że jesteśmy odbierani tam jako petenci, a nie partnerzy. Rozumiem, że prokuratura musi mieć swoją niezależność, ale nie można "odbijać się od ściany". To prawda, że czasami stajemy po dwóch stronach, gdy np. nie zgadzamy się z decyzją o umorzeniu przez prokuratora postępowania. Ale do czasu podjęcia decyzji o skierowaniu aktu oskarżenia lub umorzeniu powinniśmy pracować ręka w rękę. Inne zadania, inne obowiązki, inna odpowiedzialność, ale pełna współpraca. Niestety, nie udało się stworzyć partnerskiego układu. Być może wymaga to dotarcia.

W wykryciu i udowodnieniu każdego przestępstwa bardzo ważna jest szybkość. Czy razem z przedstawicielami prokuratury przeprowadziliście kiedykolwiek akcję zatrzymania podejrzanego na gorącym uczynku?

Reklama
Reklama

Nie mamy uprawnień ani prokuratury, ani policji. Możemy jedynie składać zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. W gestii prokuratorów leży wybór technik, z których chce korzystać, by zebrać materiał dowodowy.

Czy to nie powinno być tak, że pracownik Departamentu Nadzoru Rynku KPWiG, widząc np. dziwnie zachowujący się kurs i podejrzewając, że doszło do przecieku informacji, natychmiast powiadamia współpracującego z nim prokuratora? Następnie razem sprawdzają, skąd "pochodzą" zlecenia, podejmują działanie operacyjne, zakładają podsłuch, przesłuchują i łapią insidera jeszcze tego samego dnia, niemal na gorącym uczynku. Wydaje się, że w obecnej sytuacji prawnej to najprostsze skuteczne działanie. Dlaczego nie można wprowadzić takiego modelu pracy, zamiast ciągle narzekać na brak większych uprawnień?

Można to wprowadzić nawet od zaraz, ale należy również zmienić ustawę, by Komisja mogła występować do prokuratury z takim wnioskiem. Widziałem, jak pracują podobne do nas instytucje. Uczestniczyłem za granicą, jako obserwator, w przeszukaniu w jednej ze spółek. Zjawiliśmy się w niej z samego rana. Przeszukano i zabezpieczono dokumenty. Osoby, które podejrzewano o wykorzystanie informacji poufnej, wsadzono do czterech samochodów. Przesłuchiwano je potem w Komisji przez kilka godzin. Na podstawie zeznań i dowodów wiadomo było niemal od razu, czy doszło do wykorzystani informacji, czy też nie.

Tę akcję zrobiono niemal bezpośrednio po tym, jak na giełdzie nagle wzrosły obroty papierami tej firmy. Okazało się, że kierownictwo spółki wykorzystało przeciek informacji z ministerstwa zdrowia, iż produkowane przez nią medykamenty muszą uzyskać certyfikaty i nie będą już traktowane jako kosmetyki. Pracownicy spółki wiedząc, że negatywnie wpłynie to na kurs, postanowili przed innymi sprzedać własne akcje.

Wiadomo zatem, jak skutecznie ścigać tego rodzaju przestępstwa.

Reklama
Reklama

Oczywiście. Ci, co wykorzystują informację poufną, działają szybko. Sprawdza się zatem bilingi telefoniczne, nagrania składających zlecenia. Wiadomo wówczas, kto jest zamieszany w przeciek. Mieliśmy taką sprawę, że jeden z podejrzanych dostał w niedzielę telefon. Już w poniedziałek kilka osób, które wcześniej nie miały nic wspólnego z giełdą, założyło rachunki w biurach maklerskich i kupiło akcje. Nikt mnie nie przekona, że było to dzieło przypadku. Trudniej jednak jest o tym przekonać prokuratora.

Zakładając, że uprawnienia Komisji nie zwiększą się i w najbliższym czasie nic się nie zmieni w modelu ścigania i karania przestępców na polskim rynku kapitałowym, to przyszłość rysuje się w czarnych barwach. Mając taką świadomość jest Pan optymistą?

Wierzę, że uda się znowelizować ustawę o publicznym obrocie w takim kierunku, by ograniczyć występujące patologie. Warto dodać, że trwające obecnie w ramach UE prace regulacyjne zmierzają do wyposażenia organów nadzorujących rynki kapitałowe w możliwość nakładania sankcji administracyjnych za wykorzystanie informacji poufnych i manipulację kursami akcji. Rozwiązanie takie przewiduje projekt dyrektywy (tzw. Market Abuse Directive), która może zostać uchwalona jeszcze w bieżącym roku.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama