Dlaczego Komisja Papierów Wartościowych i Giełd niechętnie informuje o prowadzonych przez nią postępowaniach i składanych zawiadomieniach do prokuratury? Nawet o tak ewidentnym przypadku, jakim jest dobrze udokumentowana sprawa Wedla, polegająca na wykorzystaniu informacji poufnej o cenie wezwania, nadal niewiele wiemy.
Ujawnienie sprawy w momencie przygotowywania przez nas zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa może negatywnie wpłynąć na sposób jej późniejszego badania przez prokuratora. Dlatego na tym wstępnym etapie KPWiG z reguły wstrzymuje się od wszelkich informacji o toczącym się postępowaniu.
Na rynku papierów wartościowych często nie ma dowodów bezpośrednich, takich jak choćby odciski palców czy dokumenty. Dlatego też bardzo ważne są tutaj zeznania świadków, a te może zebrać tylko prokurator. Ponadto podejrzany, wiedząc, że prowadzimy przeciwko niemu postępowanie, może np. wycofać aktywa lub starać się zacierać ślady. Dlatego też na wstępnym etapie musimy zachować dyskrecję. Dopiero po wniesieniu do sądu aktu oskarżenia przez prokuratora może on - posługując się inicjałami podejrzanych - powiedzieć coś więcej o sprawie. Już po ogłoszeniu wyroku wiedza o niej powinna być powszechnie dostępna.
To wszystko teoria. W praktyce jest tak, że często prokuratorzy odmawiają informacji o prowadzonych przez nich postępowaniach, zasłaniając się dobrem śledztwa. Na wokandy sądowe dociera niewiele spraw, gdyż są umarzane. Jeśli już jednak tam trafią - w większości przypadków kończą się śmiesznie niskimi wyrokami lub uniewinnieniem. Na polskim rynku kapitałowym umacnia się przekonanie o bezkarności przestępców.
Przypięcie komuś "łatki", że jest podejrzany, pozostawia trwały ślad. Zasada domniemanej niewinności musi być honorowana. Komisja razem z prokuraturą muszą często działać z zaskoczenia. To wymaga spokoju i ciszy, a nie medialnego rozgłosu.