Kiepskie nastroje na światowym rynku kapitałowym powodują, że większość znaczących spółek wstrzymuje się z decyzjami o wejściu na giełdę. Ci, którzy mimo wszystko odważyli się na taki krok, najczęściej nie mogą go uznać za sukces. Kristy MacTaggart z banku inwestycyjnego Salomon Smith Barney oczekuje, że do końca grudnia, przy założeniu, że nastroje inwestorów wreszcie się poprawią, wartość emisji osiągnie najwyżej poziom 30 mld USD (31 mld USD w 2001 r.).
Jak dotąd, akcje 21 spośród 50 zaliczonych przez analityków do dużych w tym regionie tegorocznych ofert (średnia wartość 214 mln USD) notowane są poniżej cen emisyjnych, m.in. reklamowany jako hit sezonu Bank of China Hongkong, który od lipcowego debiutu nie może pokonać granicy 8,5 HK$ za walor. W grupie 50 najmniejszych IPO (średnia wartość emisji rzędu 2,2 mln USD) poniżej tego progu plasują się aktualnie walory 24 spółek.
Analitycy obawiają się, że również planowany na jesień debiut w Nowym Jorku oraz Hongkongu akcji chińskiego państwowego giganta China Telecom może zostać przełożony na lepsze czasy. Ich zdaniem, generalnie wszystkie IPO spółek pochodzących z Państwa Środka obarczone są obecnie dużym ryzykiem. Potwierdzeniem tej opinii może być fakt, że spośród 43 funkcjonujących już na giełdzie w Hongkongu (Growth Enterprise Market - GEM) chińskich firm, walory 14 notowane są od dłuższego czasu poniżej ich cen emisyjnych. Kapitalizacja rynkowa tego parkietu zmniejszyła się od szczytu w marcu 2000 r. aż o 86%.
Stosunkowo najlepiej na azjatyckim rynku radzi sobie niezbyt duża giełda malezyjska. Jej główny indeks, KLSE (Kuala Lumpur Stock Exchange), zyskał w tym roku już blisko 6%. Wprawdzie na debiut decydują się tutaj przede wszystkim małe firmy (średnia wartość IPO spadła w porównaniu z tym samym okresem 2001 r. blisko o połowę, do 47 mln USD), ale zyskały one z pierwotnych emisji aż 1,44 mld USD, 4-krotnie więcej niż przed rokiem.