Czwartkowa sesja na Wall Street rozpoczęła się od spadków. Bezpośrednią tego przyczyną były gorsze od oczekiwań dane o liczbie nowych bezrobotnych, która przekroczyła próg 400 tys. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że nawet gdyby dane te były zgodne z oczekiwaniami, to i tak niewiele by to zmieniło. W tej fazie rynku dobre dane są interpretowane jako złe, a złe jak bardzo złe. Klasyczny objaw rynku niedźwiedzia, z jakim mamy do czynienia od pięciu sesji.

Z punktu widzenia analizy technicznej amerykańskie indeksy zachowują się niemal książkowo. Tak jakby ktoś przeniósł do rzeczywistego świata przykłady z prac Pringa czy Murphy'ego. Zwłaszcza patrząc na indeks szerokiego rynku S&P 500, dla którego ostatnie wzrosty były jedynie ruchem powrotnym do przełamanego na początku lipca br. wsparcia (dołek z 21 września 2001 r. - 965,80 pkt.), a jednocześnie linii szyi kilkuletniej formacji głowy z ramionami (lipiec 1998, marzec 2000, styczeń 2002 r.). W tym przypadku rynek wykazał się niemal aptekarską dokładnością, dochodząc 22 sierpnia do poziomu 965,47 pkt. To było jednak wszystko, na co strona podażowa mogła pozwolić, dalsze bowiem wzrosty groziły zanegowaniem opisywanej formacji RGR.

Modelowo też zachowywała się Średnia Przemysłowa. Rozpoczęta przed miesiącem korekta, zakończyła się dokładnie w miejscu w którym miała się zakończyć, mianowicie w strefie 9000- -9100 pkt. (zygzak ABC o równych falach A i C). Po wypełnieniu zasięgu korekty na rynek wróciły niedźwiedzie, sprowadzając indeks w ciągu czterech dni poniżej ważnej strefy wsparcia (8750 pkt.), wyznaczanej przez lokalny szczyt z 31 lipca br. oraz miesięczną linię hossy. Powodując przy okazji definitywną zmianę nastrojów wśród inwestorów. Dlatego też z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że rozpoczęte w ostatni piątek spadki nie zakończą się wcześniej niż na poziomie lipcowych minimów (7533 pkt. dla DJIA). Przy czym jest to najmniejszy wymiar kary.

W perspektywie najbliższych sesji można jednak oczekiwać jeszcze jednej próby ataku na opisywane wyżej opory. Wnioski takie nasuwają się po przeanalizowaniu obrotów jakie towarzyszyły ostatnim zniżkom.