Grupa Harris Tweed wytwarza 95% światowej produkcji tweedu, który zgodnie z prawem brytyjskim może nosić taką nazwę tylko, jeśli został wyprodukowany na Hybrydach - wyspach na północ od Szkocji. Na wyspie dwustu posiadających specjalną licencję tkaczy ręcznie oporządza wełnę według tradycyjnej receptury. Przechodzi ona później przez przędzalnie Harrisa Tweeda. Stamtąd jest sprzedawana jako gotowy materiał do luksusowych sklepów Londynu, Paryża i Nowego Jorku. Zakład przędzalniczy zatrudnia 70 osób na Isle of Lewis. Murray stwierdził, że wystawi firmę na sprzedaż w ciągu najbliższego tygodnia. - Poczekamy następnie, czy pojawią się oferty - jeśli będzie to propozycja do akceptacji - sprzedam - mówi Murray.
Jak sam zauważył, niełatwo jest podać realną wartość tak tradycyjnej i prestiżowej firmy, gdyż tego rodzaju przedsiębiorstwa rzadko wchodzą na rynek. Nie ma on jednak wątpliwości, że Harris Tweed jest "jedną z bardziej rozpoznawalnych marek" w brytyjskim przemyśle tekstylnym. Dyrektor wyraził nadzieję, że nowy właściciel nie dokona redukcji zatrudnienia. Podobnie przedstawiciele związku zawodowego w zakładzie produkcyjnym na Isle of Lewis nie wykazują obaw. - Nie jesteśmy zaniepokojeni, ponieważ jeśli zjawi się kupiec, mamy gwarancję, iż zachowamy pracę - powiedział Alastair Morrison, jeden z tkaczy.
I faktycznie, pomimo poważnego spadku popytu na tweed i od lat malejącej sprzedaży tego materiału spowodowanej głównie przez zmianę mody i stylów (jednym z wielbicieli tweedu jest książę Karol - dla niektórych wątpliwy wzór do naśladowania przez słuchające hip hopu młode pokolenia), wyspiarze mogą spać spokojnie - produkcja tweedu na Hybrydach otrzymuje rocznie miliony funtów subsydiów z kasy państwowej. Bankructwo tkaczom więc na razie nie grozi.