Wiele miejsca dla zwyżki nie pozostawiają położone blisko silne opory, a prawdopodobieństwo, że zostaną one wkrótce pokonane, jest raczej znikome.
Dlatego też należy liczyć się z tym, że w najbliższym czasie wskaźnik zejdzie poniżej granicy 1000 pkt. i będzie testował istotne wsparcie w strefie 970-980 pkt. Dopiero w tym rejonie można oczekiwać dłuższego zahamowania presji podaży.
Znowu przy minimach
Ostatni okres rozwiał nadzieje na kontynuację zapoczątkowanych w połowie sierpnia wzrostów. Już nieudany, pomimo zwiększonych obrotów, test okolic 1175 pkt. niósł ryzyko, że mamy do czynienia jedynie z odreagowaniem przeceny, a nie większą falą wzrostową. W tym bowiem rejonie znajduje się poziom 38,2-proc. zniesienia spadków, trwających od maja br., będący często typowym zasięgiem dla krótkoterminowych ruchów korekcyjnych. Początek tygodnia upłynął wprawdzie pod znakiem lekkiej przewagi podaży, jednak nie zapowiadał spadków, jakie przyniosły kolejne sesje. Dramat rozegrał się we wtorek, kiedy to negatywne informacje z Elektrimu dynamicznie pociągnęły cały rynek w dół, a determinację podaży skutecznie wspierała fatalna atmosfera na giełdach światowych.
WIG20 bez większych problemów powrócił w okolice minimum z końca lipca na wysokości ok. 1027 pkt., znosząc w ten sposób cały z mozołem budowany wzrost. Taki obraz rynku optymizmem napawać nie może i nie jest to najlepszy prognostyk dla kierunku koniunktury w najbliższym czasie. Na zamknięciu byki podjęły wprawdzie próbę obrony powyższego wsparcia i chociaż część strat udało się odrobić, to jednak trudno to uznać za sygnał pozwalający spodziewać się większego odbicia. Duże wyprzedanie rynku w połączeniu z wyhamowaniem przeceny mogą wprawdzie stanowić pretekst do odreagowania, ale jest dość prawdopodobne, że w takim przypadku będziemy mieć do czynienia jedynie z kilkusesyjnym ruchem wzrostowym. Na więcej nie pozwalają bowiem liczyć położone stosunkowo blisko ważne bariery podażowe, z których pierwszą będzie okno bessy z wtorku w przedziale 1100-1118 pkt. Dalej mamy linię trendu spadkowego z początku czerwca br., biegnącą obecnie na wysokości ok. 1140 pkt., która niedługo znajdzie się w pobliżu powyższej luki, wzmacniając jej znaczenie. Również patrząc na poziom obrotów nie można raczej mówić o wyraźnym wzroście aktywności byków w pobliżu wsparcia i także z tej strony trudno poszukiwać argumentów, uzasadniających większą poprawę koniunktury w najbliższym czasie. Niewielkie są więc w obecnej sytuacji szanse, by wkrótce stać było stronę popytową na sforsowanie powyższych barier, a tym samym ewentualne odbicie będzie mieć prawdopodobnie ograniczony zasięg.