Cena ropy naftowej wzrosła między innymi dlatego, że najnowszy raport Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych wyraża opinię, iż Irak "w ciągu miesięcy" może zbudować broń nuklearną. To oczywiście zwiększa możliwość amerykańskiej interwencji zbrojnej, która zresztą wydaje się już nieunikniona. Trwa przerzut sprzętu i uzbrojenia w rejon przyszłego konfliktu.

Rano na londyńskiej giełdzie ropa zdrożała o 36 centów, a więc o 1,3%, i jej baryłka gatunku Brent kosztowała już 28,65 USD. Później jednak na rynek dotarła informacja saudyjskiej gazety "al-Hayat", zapowiadająca, że OPEC na najbliższym posiedzeniu zwiększy wydobycie o 1,5 mln baryłek dziennie, jeśli przez najbliższe 10 dni cena będzie przekraczała 28 USD. W rezultacie po południu ropa staniała do 28,19 USD za baryłkę, a więc o 10 centów w stosunku do piątkowego zamknięcia.

Złoto drożało natomiast i na porannej i na popołudniowej sesji i ostatecznie jego cena wyniosła 322,5 USD za uncję, a więc była wyższa o 0,9% niż na koniec minionego tygodnia i najwyższa od półtora miesiąca. Cena kruszcu rosła w wyniku obaw o wojnę w Iraku, a także przed zbliżającą się rocznicą 11 września. Nie bez znaczenia był też ponowny spadek kursów na najważniejszych giełdach akcji.

Tona miedzi kosztowała po południu 1502 USD, czyli o 0,8% więcej niż na piątkowym zamknięciu, ale w ciągu dnia jej cena też spadała, bowiem poranny wzrost był wynikiem piątkowych danych o spadku bezrobocia w USA, o których jednak wczoraj rynek już zapomniał.