Wiceminister skarbu Ireneusz Sitarski przedstawił posłom informację o realizacji programu narodowych funduszy inwestycyjnych w latach 1995-2001. Największe wzburzenie posłów wzbudziły dane, zgodnie z którymi wynagrodzenia otrzymywane przez firmy zarządzające NFI przewyższały zyski tych funduszy. Poseł PSL Bogan Pęk zapowiedział, że grupa posłów rozważa złożenie wniosku do Trybunału Stanu. - Nie może być tak, że 10% majątku narodowego idzie na rozkurz i wszyscy umywają ręce - cytuje posła Pęka Polska Agencja Prasowa. Jednak kto konkretnie miałby stanąć przed Trybunałem, nie wiadomo. Wiceminister skarbu przez pewien czas związany zresztą z NFI Foksal, tłumaczył z kolei, że zerwanie umów z firmami zarządzającymi oznaczałoby dla Skarbu Państwa ryzyko zapłaty kar finansowych. Jednostronna zmiana kontraktów nie jest z kolei możliwa. Analizy resortu wskazują więc, że bardziej się opłaca dochować niekorzystnych umów niż narażać się na wypłatę wysokiego odszkodowania.

Wiceminister Sitarski powiedział, że może dojść do wcześniejszej likwidacji NFI (zgodnie z ustawą powinna nastąpić w 2005 r.), bądź przekształcenia tych instytucji w fundusze venture capital. - O tym zdecydują akcjonariusze - stwierdził wiceminister. Skarb Państwa kontroluje obecnie od 6 do 15% akcji NFI, reszta znajduje się głównie w rękach instytucji finansowych.

- Komentarz

Posłowie obudzili się zbyt późno. Skarb Państwa ma już bardzo niewiele do powiedzenia w funduszach. Prywatnym dużym akcjonariuszom nie przeszkadzają wysokie zarobki firm zarządzających, bo często wchodzą wraz z nimi w skład tej samej grupy kapitałowej. Umowy o zarządzanie zostały fatalnie skonstruowane. Tylko, że przed kilkoma laty niekoniecznie przeszkadzało to Skarbowi Państwa. Decydował on wtedy o wyborze firm zarządzających, a przez to o obsadzie władz NFI i zarządów kilkuset spółek parterowych. Poza tym program od początku zbyt wiele miał wspólnego z polityką, a zbyt mało z ekonomią. A w takim przypadku wyniki finansowe schodzą na dalszy plan.