Do godziny 10.00 papiery firmy staniały o 2,73 euro, a więc o 60% i kosztowały na frankfurckiej giełdzie tylko 1,80 euro. Po tak gwałtownej przecenie później akcje nieznacznie zdrożały. MobilCom był wart 13 mld euro, gdy w marcu 2000 r. France Telecom kupował 28,5% udziałów w tej spółce. Teraz jej wartość rynkowa wynosi ok. 118 mln euro.
"Le Figaro" napisała, nie powołując się na żadne źródła, że prezes France Telecom Michel Bon na niedawnym spotkaniu z ministrem finansów przekonywał go, by nie kupować reszty akcji piątego co do wielkości operatora telefonii komórkowej w Niemczech.
France Telecom powinien ostateczną decyzję w tej sprawie podjąć na posiedzeniu rady nadzorczej, zapowiedzianym na dzisiejsze popołudnie. Komunikatu należy oczekiwać w piątek razem z raportem finansowym spółki za I półrocze. Bez pomocy francuskiego partnera MobilComowi grozi bankructwo.
France Telecom zapowiedział zrefinansowanie do końca września kredytów bankowych MobilComu, opiewających na 4,7 mld euro, ale tylko wtedy, jeśli zdoła wynegocjować z Nokią i Ericssonem nowe warunki kredytu na dostawy wyposażenia sieci za 1,1 mld euro. Jako warunek konieczny porozumienia o refinansowaniu niemieckiej spółki francuski operator wymienia też sprzedanie 50% udziałów przez byłego prezesa MobilComu Gerharda Schmida.
Od lutego France Telecom procesuje się z MobilComem o wysokość kosztów wprowadzenia technologii UMTS. Schmid obliczył je na 11 mld euro i w czerwcu France Telecom zwolnił go ze stanowiska. Schmid procesuje się z francuską spółką, zarzucając jej zerwanie umowy z 2000 r., przewidującej odkupienie jego udziałów. Z kolei MobilCom "sądzi się" ze Schmidem. Domaga się, by zwrócił 70,9 mln euro wypłacone, gdy był jeszcze prezesem, spółce jego żony w formie nielegalnego programu opcji akcyjnych.