W tym roku prywatyzacja przebiega wyjątkowo wolno. Według danych Ministerstwa Finansów na koniec lipca wpływy z niej wyniosły 824,3 mln zł. W całym roku ma to być 6,6 mld zł, choć wykonanie tego planu stanęło pod znakiem zapytania, gdy fiaskiem zakończyły się rozmowy w sprawie sprzedaży akcji grupy największych dystrybutorów energii. Tymczasem według resortu finansów wpływy niższe od planowanych grożą przekroczeniem już w tym roku progu 50% produktu krajowego brutto przez dług publiczny - brak pieniędzy z prywatyzacji oznacza konieczność większych emisji papierów skarbowych. Jeśli dług będzie wart więcej niż połowa PKB, to trzeba będzie uruchamiać pierwsze procedury ostrożnościowe. Rząd będzie miał m.in. ograniczone pole manewru przy ustalaniu wielkości deficytu budżetowego. Szacunki ministerstwa mówią o długu w wysokości 52,3% PKB w przyszłym roku.
- Zaproponujemy rządowi przychody z prywatyzacji w wysokości co najmniej 10 mld zł. Wynika to m.in. z konstruowania przyszłorocznego budżetu. Jest to działanie obliczone na powstrzymanie narastania długu publicznego - stwierdził Wiesław Kaczmarek. Minister przyznał, że tegoroczny plan przychodówmoże nie zostać zrealizowany.
Według ekonomistów, z którymi rozmawiał PARKIET, plany Ministerstwa Skarbu są realistyczne. - Wszystko jednak zależy od stopnia zdeterminowania ministerstwa. Jeśli będzie ono działać tak, jak w tym roku, to osiągnięcie 10 mld zł może się nie udać - ocenia Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
Zdaniem Michała Górzyńskiego z CASE, nowe plany prywatyzacyjne na 2003 r. to efekt napięć budżetowych. - Od strony technicznej nie powinno być problemu z osiągnięciem zakładanych wpływów. Jest co sprzedawać. Można np. sprywatyzować Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, wyodrębnione części majątku PKP, firmy z branży ciepłowniczej - wylicza M. Górzyński.