Po usunięciu z WIG20 akcji Elektrimu, giełda będzie miała coraz większe kłopoty ze znalezieniem chętnych do najbardziej prestiżowego indeksu. Już tylko 29 spółek spełnia niezbyt wygórowane kryteria przynależności do WIG20.

Podstawą znalezienia się akcji spółki w indeksie jest sporządzany raz na kwartał ranking. Żeby się do niego dostać, trzeba spełniać dwa podstawowe warunki. Po pierwsze, na większości sesji z ostatnich trzech miesięcy obroty muszą być wyższe niż 20 tysięcy euro. Po drugie, wartość walorów znajdujących się w wolnym obrocie (poza 25-proc. pakietami akcji) w dniu sporządzania rankingu musi być wyższa niż 14 mln euro. Ostatni ranking giełda sporządziła na koniec lipca i znalazło się w nim tylko 31 spółek. Po naszej interwencji ze składu indeksu usunięto Netię, teraz wypadnie Elektrim. Zmniejsza to liczbę potencjalnych uczestników indeksu do 29. To niebezpiecznie mało, zważywszy na fakt, że zgodnie z warunkami obrotu dla kontraktów terminowych na ten indeks, lista rezerwowa powinna liczyć co najmniej 5 spółek. Choć formalnie znajduje się na niej 9 walorów, to naprawdę pod uwagę można brać zaledwie 7, ponieważ ING BSK i Kredyt Bank nie mogą być włączone do WIG20 ze względu na ograniczoną - do 5 - liczbą firm z jednego sektora.

WIG20 to najcenniejszy, najlepiej rozpoznawalny produkt GPW. Jest podstawą kontraktów terminowych, najbardziej płynnego instrumentu na giełdzie. W czasach bessy to właśnie kontrakty terminowe, umożliwiające zarabianie na spadkach, sprawiają, że na parkiecie zostali jeszcze jacyś indywidualni inwestorzy.

Zmiana liczby spółek wchodzących w skład tego wskaźnika jest niezwykle trudna. We wszelkich regulaminach i warunkach obrotów pada magiczna liczba 20. Wszystkie te oficjalne pisma trzeba by zmienić. Niezwykle kłopotliwe byłoby "grzebanie" przy specyfikacji kontraktów terminowych. Przecież ciągle znajduje się w obrocie 9 serii tych instrumentów. Nie wiadomo, czy nowy produkt, dajmy na to WIG10, przyjąłby się wśród inwestorów. A przecież za pasem jest uwolnienie przepływów kapitałowych. Jeśli tylko pojawiłyby się kłopoty z ulubionymi kontraktami, spekulanci chcąc nie chcąc mogliby zacząć przenosić się na rynki zagraniczne.

Dlatego nie należy się dziwić, że giełda zrobi wszystko, żeby utrzymać liczbę 20. Niech świadczy o tym ostatni "zaciąg" do indeksu, w wyniku którego w jego składzie znalazły się Amica i PGF. W sierpniu zdarzyły się dwie kolejne sesje, na których obrotu tymi pierwszymi akcjami nie było wcale. W tym samym miesiącu wolumen na walorach PGF tylko 3 razy przekroczył tysiąc sztuk. Zgodnie z deklaracją prezesa GPW Wiesława Rozłuckiego, szansę na dostanie się do WIG20 ma nawet przenoszony właśnie z rynku równoległego na podstawowy Groclin.