"The Wall Street Journal" uważa, że J.P. Morgan Chase oraz jego najwięksi rywale - Citigroup i Bank of America - używają swej ogromnej siły kredytowej do wywalczenia zleceń na wykonywanie lukratywnych usług bankowości inwestycyjnej. Dzięki temu skutecznie rywalizują na rynku tych usług z potężnymi domami maklerskimi z Wall Street - m.in. z Goldman Sachs oraz Merrill Lynch. Często używają swojej siły nierozważnie, co stało się widoczne podczas spektakularnego upadku sektora przedsiębiorstw telekomunikacyjnych.
Kilka lat temu J.P. Morgan Chase udzielał pożyczek telekomom głównie z myślą o wykonywaniu wobec nich usług bankowości inwestycyjnej. Okazuje się jednak, że zyski nie pokryją strat - tylko w III kwartale bank został zmuszony do odpisania długów o wartości 1,2 mld USD. Zarząd J.P. Morgan Chase wciąż twierdzi, że kredytobiorcy, których długi są częściowo umarzane, w dalszym ciągu zaliczani są do grupy obiecujących klientów banku. Jak pisze "WSJ", na liście pożyczkobiorców J.P. Morgan Chase widnieją m.in. Qwest Communications, MobilCom, Lucent Technologies, Motorola. Gazeta uważa, że nie wszystkie z wymienionych przedsiębiorstw będą w stanie w spłacić zaciągnięte kredyty - nawet po ich częściowym umorzeniu.
Zamiast osiągnąć zyski, banki stają przed koniecznością umarzania długów. Dostarczają również argumentów krytykom, którzy dążą do odseparowania bankowości inwestycyjnej od kredytowania przedsiębiorstw.
Banki bronią się, twierdząc, że samo udzielanie pożyczek nie jest zajęciem wystarczająco zyskownym - i musi być traktowane tylko jako część przynoszących dochody biznesowych kontaktów ze spółkami.
Już 30 lat temu Kongres zabronił uzależniania warunków pożyczki od zawarcia przez kredytobiorcę umów na realizację innego rodzaju usług bankowych. Banki znalazły jednak sposób na obejście tego zakazu.