Opisane niedawno ramy horyzontu stały się na ostatnich sesjach barierą nie do pokonania. Dotyczy to głównie indeksu, gdyż na kontraktach, trochę zamieszania narobiło "przesiadanie się" na grudniową serię. Przez najbliższe dni dalej uznawałbym wykres indeksu za bardziej wiarygodny.

Na tym rynku kasowym poziomy pozostają bez zmian - opór w okolicach 1115 pkt. oraz wsparcie na 1065 pkt. Do tej pory z chirurgiczną precyzją indeks testował oba poziomy. We wtorek zawrócił 0,31 pkt. przed oporem, a po szybkiej przecenie, przez kolejne dwa dni, trzykrotnie atakował wsparcie na 1065 pkt. Dopiero wybicie poza te poziomy zapoczątkuje trwalszy ruch.

Taki techniczny rynek to marzenie wielu inwestorów, a co ciekawe, nie dotyczy to w ostatnich dniach jedynie polskiego indeksu. Przykładowo niemiecki DAX po przełamaniu lipcowo/sierpniowych dołków wykonał ruch powrotny z dokładnością niemal co do punktu, po czym wrócił do silnych spadków. Tak samo indeksy amerykańskie, które wybiły się na ostatnich sesjach poniżej wsparć (można je uznać za linię szyi formacji głowy z ramionami), po czym po środowym precyzyjnym ruchu powrotnym, wczorajszą sesję znów rozpoczęły spodziewaną przeceną.

Pozostaje więc dalej obserwowanie wsparć/oporów i czekanie na przełamanie któregoś z nich. Niektórzy z pewnością będą próbowali wyprzedzić takie wybicie, ale na razie nie można stwierdzić, czy siła naszego rynku (w odniesieniu do rynków zachodnich) jest zasługą kolejnego podtrzymywania go przez fundusze (z reguły zgubne), czy też zaliczeniem go do emerging markets. Rynki te ostatnio przeciwstawiają się spadkom na zachodnich giełdach. Niezależnie od dłuższych prognoz, po utrzymaniu wsparcia czas na testowanie przez indeks oporu na 1115 pkt.