Wtorek na europejskich giełdach zaczął się od spadków i indeksy po raz kolejny obniżyły się do poziomów najniższych od pięciu lat. Liderami spadków były tym razem towarzystwa ubezpieczeniowe i banki. Te pierwsze z racji dużego zaangażowania na giełdach najbardziej tracą na przedłużającej się bessie. Kurs akcji brytyjskiego Royal & Sun Alliance spadł o 5,8%, a papiery Swiss Re straciły 6,1%.
Na notowania banków negatywnie wpłynęła kolejna zła wiadomość makroekonomiczna. Otóż w sierpniu niespodziewanie spadły wydatki konsumpcyjne we Francji. Stanowią one ponad połowę tamtejszego PKB i w ub.r. uratowały kraj przed recesją. Ich spadek potwierdza spowolnienie wzrostu gospodarczego w całym regionie euro. A zła sytuacja gospodarcza szczególnie dotkliwie może się odbić na wynikach finansowych banków. Już wczoraj wyraźnie spadały kursy np. ABN Amro i Société Générale, gdyż ich akcjonariusze obawiają się, że przy słabej koniunkturze wzrośnie liczba bankrutów, a tym samym - wartość kredytów, których banki nie będą w stanie odzyskać.
Do wyzbywania się akcji inwestorów skłaniają także obawy przed wybuchem drugiej wojny w Zatoce Perskiej. W rezultacie indeks paryskiej giełdy CAC-40 stracił wczoraj 1,84%, londyński FT-SE spadł o 1,83%, a niemiecki DAX do godz. 18.00 naszego czasu tracił 2,32%.
Od spadków zaczęły się też notowania na amerykańskich giełdach. Groźba wojny z Irakiem spowodowała wzrost ceny ropy naftowej już do ponad 30 USD za baryłkę, a to może zmniejszyć tempo rozwoju największej na świecie gospodarki, która zużywa najwięcej tego surowca.
Od początku sesji spodziewano się również informacji o spadku zaufania amerykańskich konsumentów. I rzeczywiście, wskaźnik nastrojów ośrodka badawczego Conference Board spadł do 93,3 pkt., z 94,5 w sierpniu. Spadek był jednak mniejszy niż oczekiwali analitycy (92,3 pkt.), co wystarczyło, by indeks Nasdaq zaczął rosnąć. Wystarczyło jednak tylko na trochę. Do godz. 18.00 naszego czasu Nasdaq wzrósł o 0,33%, ale Dow Jones spadał o 1,18%.