Reklama

Nie czuję się odpowiedzialna za kłopoty Elektrimu

Z Barbarą Lundberg, byłą prezes Elektrimu, rozmawia Grzegorz Dróżdż

Publikacja: 28.09.2002 09:32

Czy czuje się Pani odpowiedzialna za obecne kłopoty Elektrimu?

Nie. Myślę, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o restrukturyzację spółki po objęciu przeze mnie stanowiska. Rynek wydaje się nie pamiętać, że gdy przyszłam do Elektrimu, jego sytuacja finansowa była bardzo zła. W ciągu roku doprowadziliśmy do tego, że Elektrim stał się większościowym udziałowcem Polskiej Telefonii Cyfrowej oraz objął znaczącą pozycję w ZE PAK, firmach, które do dziś są jednym z najwartościowszych składników majątku holdingu. Proszę też pamiętać, że inwestycja dokonana w 1999 r. przez Vivendi w grupę Elektrimu była i jest jedną z największych zagranicznych inwestycji w polską spółkę.

Podstawowym powodem kłopotów Elektrimu był fakt, że udziały w PTC stały się tak wartościowe, że zaczęły być przedmiotem gry podmiotów współpracujących z nami. Były one bardzo skuteczne w kreowaniu wizerunku Elektrimu jako firmy, która wywołuje spory prawne. To jednak nie była prawda.

Żałuję, że Elektrim znalazł się w obecnej sytuacji, jednak proszę pamiętać, że gdy opuszczałam spółkę, kurs jej akcji nadal przekraczał 30 zł. Firma miała wtedy jeszcze kilka opcji uporania się z problemem obligacji zamiennych, przy jednoczesnym utrzymaniu kontroli nad najwartościowszymi aktywami. Nie wierzę więc, że to ja jestem powodem obecnych problemów Elektrimu.

W powszechnej opinii kierowany przez Panią Elektrim przepłacał za kupowane aktywa...

Reklama
Reklama

Nie mogę zgodzić się z takim stwierdzeniem. Faktycznie, wartość aktywów telekomunikacyjnych w momencie nabywania ich przez Elektrim była znacząco wyższa niż obecnie. Warto jednak uzmysłowić sobie, że jeśli Elektrim nie miałby kontrolnego pakietu w PTC, nie mógłby użyć udziałów w tej spółce jako zabezpieczenia przy pozyskiwaniu kapitału. Spółka potrzebowała tych środków.

Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, umożliwiający ocenę naszych inwestycji w firmę Bresnan (właściciel telewizji kablowej Aster City - przyp. red.) czy PTC. Vivendi, wchodząc pod koniec 1999 r. do Elektrimu Telekomunikacja, zapłacił tę samą cenę, którą Elektrim wydał wcześniej, przejmując te aktywa. Z tego punktu widzenia nie tylko weszliśmy do spółek po wysokiej cenie, ale także zdyskontowaliśmy część inwestycji, sprzedając udziały w ET Francuzom. Bresnan był strategiczną inwestycją Elektrimu w kontekście planowanego przez nas uruchomienia usług telekomunikacyjnych w Warszawie. Analiza dzisiejszej wartości PTC jest skomplikowana ze względu na dotyczące jej spory prawne. Jeśli natomiast chodzi o Bresnana, to obecnie toczą się negocjacje w sprawie sprzedaży tej firmy. Mówi się, że kwota transakcji może wynieść około 100 mln euro. Faktycznie jest to 30% tego, co zapłaciliśmy trzy lata temu. Proszę jednak zwrócić uwagę, że w tym czasie wartość wielu firm telekomunikacyjnych czy operatorów telewizji kablowej spadła o 90%.

Jak skomentuje Pani poczynione w 2000 r. inwestycje w spółkach internetowych?

Rzeczywiście, z obecnego punktu widzenia większość z nich była nietrafiona. Proszę jednak pamiętać, że mieliśmy do czynienia z internetową hossą, a Elektrim nie był jedyną firmą zarówno w Polsce, jak i na świecie, która dużo płaciła za aktywa z sektora.

Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Krytykowana obecnie inwestycja w Easy Net i AGS New Media została zaakceptowana na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Elektrimu. Dodatkowo nigdy nie zakładała ona znaczącej płatności gotówkowej - Eastbridge miał otrzymać nasze akcje, co również zostało zaakceptowane przez udziałowców.

Jakkolwiek oceniać działania Elektrimu w sektorze firm internetowych, na pewno to nie one są przyczyną obecnych kłopotów spółki. Całkowite gotówkowe inwestycje w tej branży wyniosły za mojej kadencji około 20 mln dolarów.Kolejnym stawianym Pani zarzutem jest finansowanie długoterminowych inwestycji krótkoterminowym długiem...

Reklama
Reklama

Sytuację niedopasowania struktury czasowej aktywów i pasywów odziedziczyłam po poprzednim zarządzie. Po podpisaniu umowy inwestycyjnej z Vivendi spłaciliśmy znaczącą część zadłużenia, a Elektrim odzyskał płynność finansową. Zdawałam sobie sprawę, że pozostały dług, w większości krótkoterminowy, musi również zostać zrefinansowany. W celu zrealizowania tego celu musiała wyklarować się sytuacja partnera strategicznego w telekomunikacji. Tego wymagały banki. Planowaliśmy wypuszczenie wysokooprocentowanych papierów na poziomie Elektrimu Telekomunikacja. Wyjaśnienie sprawy partnera w telekomunikacji nie było jednak proste, ponieważ Vivendi opóźniał zajęcie ostatecznego stanowiska.

Wracając do rozmów z Deutsche Telekom, nie chcieliśmy wywoływać kolejnego konfliktu, tym razem z Francuzami, ale w momencie gdy Vivendi nie był w stanie podjąć decyzji, DT był. Vivendi godził się tylko na małe kroki naprzód, i to tylko widząc groźbę, że do akcji wejdą Niemcy - mam tu na myśli grudzień 1999, grudzień 2000 czy też maj 2001 r.

Dlaczego w ogóle zaczęła Pani rozmowy z Vivendi? Czy, biorąc pod uwagę zaangażowanie Deutsche Telekom w PTC, nie było logiczniejszym wyjściem rozszerzenie współpracy z Niemcami?

Elektrim podpisał list intencyjny w sprawie objęcia przez DT roli partnera strategicznego w El-Necie w 1998 roku, zanim jeszcze weszłam do zarządu spółki. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że Niemcy będą dla nas najlepszym partnerem, jednak nie byli oni gotowi iść do przodu. Negocjacje się opóźniały, gdyż DT nie chciał podejmować żadnych poważnych decyzji finansowych, czekając aż zmieni się prawo telekomunikacyjne w sposób umożliwiający im objęcie większościowego pakietu w PTC. Niemcy na pewno nie chcieli dopuścić do tego, by Elektrim objął większościowy pakiet w PTC, ani tym bardziej, by mógł dzięki niemu uzyskać zabezpieczenie dla dalszego finansowania.

Do końca kwietnia 1999 r. na zasadzie wyłączności negocjowaliśmy z DT. Pod koniec kwietnia było już jasne, że rozmowy z DT nie posuną się do przodu. W połowie 1999 r. w Paryżu podpisaliśmy list intencyjny z Vivendi, dzięki któremu uzyskaliśmy finansowanie na zakup udziałów w operatorze sieci Era. Francuzi mieli otrzymać w zamian 33-proc. udział w Elektrimie Telekomunikacja. Faktów nie zaaprobował Deutsche Telekom, który rozpoczął grę na opóźnianie naszej transakcji z Francuzami.

Czy to prawda, że Francuzi pojawili się w Elektrimie dzięki Yaronowi Brucknerowi?

Reklama
Reklama

Tak, to on był osobą, dzięki której nawiązaliśmy kontakty.

Czy po podpisaniu umowy z Vivendi nie powinna Pani oczekiwać problemów ze strony DT?

To dobre pytanie. W świecie biznesu istnieje zasada, że dotychczasowy partner ma pierwszeństwo przy wchodzeniu w nowe przedsięwzięcia. Niemcy też mieli taką szansę, jednak ją odrzucili. My musieliśmy iść do przodu. Wydaje mi się, że to, co zrobili, było z pewnością poza przyjętymi w interesach zasadami. Myślę, też, że na rynkach Europy Zachodniej DT nie zrobiłoby tego, na co zdecydowało się w Polsce.

W pierwszej połowie 2000 r. kierowany przez Panią zarząd Elektrimu zaproponował przeprowadzenie nowej emisji akcji. Skoro jasne było, że spółka potrzebuje zastrzyku gotówki, to dlaczego, Pani zdaniem, podwyższenie kapitału zostało zablokowane? Komu zależało na kłopotach Elektrimu?

Nie jest tajemnicą, że Vivendi przed walnym bardzo agresywnie dążył do uzyskania pakietu akcji Elektrimu, który umożliwiałby blokowanie uchwał walnego (zgodnie ze statutem spółki, wszystkie uchwały WZA wymagają większości 75% głosów oddanych - przyp. red.). O ich agresywności i etyce świadczy przykład funduszu Merging Markets Development (podmiot ten do dziś ma niemal 5% akcji Elektrimu - przyp. red.). Z dostępnych w prasie informacji wynika, że była to stworzona przez Vivendi i Société Générale przykrywka, pozwalająca obejść wymogi polskiego prawa. Francuzi głosowali przeciwko podwyższeniu kapitału, mimo że wcześniej ich przedstawiciel w radzie nadzorczej Elektrimu pozytywnie zaopiniował uchwałę.

Reklama
Reklama

Dodatkowo sytuację źle chyba ocenili inwestorzy finansowi. Wydawało im się, że przy obserwowanych wtedy wysokich wycenach telekomów, blokując emisję, zmuszą nas do szybszej sprzedaży aktywów. Jestem osobą mającą duże doświadczenie jako zarządzający funduszami typu private equity i myślę, że jeśli ma się możliwość pozyskania gotówki na rynku kapitałowym, to należy z niej skorzystać. Tym bardziej że biorąc pod uwagę sytuację Elektrimu, ryzyko zachwiania płynności było bardzo duże.

A może inwestorzy finansowi nie mieli świadomości konieczności podwyższenia kapitału? Byli oni przecież poważnie zaskoczeni informacją o planach nowej emisji akcji.

To nie było do końca tak. Faktycznie, sposób zaproponowania podwyższenia kapitału nie był właściwy i jeśli coś mogę sobie zarzucić, jeśli chodzi o zarządzanie Elektrimem, to na pewno jest to ta sprawa.

Pierwsza wersja uchwały o podwyższeniu kapitału uwzględniała planowane przez nas akwizycje. Chodziło tu przede wszystkim o Optimus. Po cyklu spotkań z inwestorami i akcjonariuszami dostaliśmy jasny sygnał, że podobają im się nasze inwestycje w sektorze telekomunikacyjnym, kablowym. Większość z nich negatywnie oceniała sektor energetyczny. Jednoznacznie odradzono nam natomiast dużą inwestycję w internet, np. w Optimus. To spowodowało, że zmieniliśmy planowaną wielkość emisji do takiej, która, naszym zdaniem, zapewniała minimum niezbędne do dalszego funkcjonowania Elektrimu. Czy taka kolejność była powodem odrzucenia podwyższenia kapitału? Nie wiem. Może. Na walnym było jednak całkowicie jasne, że nie można określić daty sprzedaży aktywów oraz tego, czy wyklaruje się sytuacja, jeśli chodzi o partnera strategicznego.

Czy spółka miała wtedy szansę uplasowania akcji na rynku?

Reklama
Reklama

Tak. Elektrim cały czas był pozytywnie postrzegany przez inwestorów. Cena akcji oscylowała cały czas w okolicach 50 zł.

Czy decyzji walnego nie odebrała Pani jako wotum nieufności akcjonariuszy?

Po odrzuceniu przedstawionego przez zarząd projektu finansowania normalnym krokiem powinna być zmiana władz spółki. Tak się nie stało. Wydaje mi się, że wynikało to z różnych interesów poszczególnych akcjonariuszy.

Dlaczego w takim razie sama nie podała się Pani do dymisji?

Wierzyłam wtedy, że odpowiadam przed akcjonariuszami za to, by dostali uczciwą cenę za posiadane przez Elektrim aktywa telekomunikacyjne. Niedługo po walnym wynajęliśmy bank inwestycyjny Morgan Stanley do przeprowadzenia transakcji. Chętnych było wielu, jednak tak naprawdę potencjalnymi kupcami byli tylko Vivendi i Deutsche Telekom. Byłam przygotowana do odejścia, po sfinalizowaniu transakcji. Uważałam jednak, że zmiana kierowcy w czasie jazdy nie jest najlepszym rozwiązaniem. Elektrim był wtedy w takiej sytuacji, że odejście z zarządu byłoby nieprofesjonalne.

Reklama
Reklama

Jak ocenia Pani działania następców?

Nie chcę komentować działań poszczególnych zarządów. Mogę powiedzieć, że na pewno bardzo pozytywnym dla firmy zdarzeniem była druga umowa z Vivendi i pozyskanie około 600 mln euro. Z drugiej strony, nie mogę zrozumieć, dlaczego przed grudniem 2001 r. nie podjęto żadnych działań, mających na celu rozwiązanie problemu obligacji zamiennych. W spółce były cały czas znaczące zasoby gotówkowe. Były też banki gotowe do refinansowania zadłużenia. Wydaje mi się, że spółka po porozumieniu z bankami, była w stanie spłacić swoje zobowiązania, co spowodowałoby znacznie lepszą jej obecną sytuację. Od pojawienia się problemu obligacji praktycznie nic nie zostało zrobione. Według mojej oceny, do czerwca tego roku problemy Elektrimu mogły być jeszcze rozwiązane.Czy uważa Pani, że jest jeszcze szansa na uratowanie Elektrimu?

To trudne pytanie. Odpowiedź na nie zależy przede wszystkim od postawy obligatariuszy.

Po rynku krąży wiele plotek, dotyczących Pani olbrzymiej odprawy z Elektrimu. Czy faktycznie była ona tak duża. Czy spółka jest winna Pani jeszcze jakieś pieniądze?

Spółka jest mi winna pieniądze. Miałam podpisany kontrakt, który został zerwany bez powodu, co oznacza określone konsekwencje finansowe. Nie będę natomiast komentowała wielkości mojego wynagrodzenia.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama