Ostatnie sesje na europejskich parkietach przebiegają pod znakiem wzrostów, które należy traktować jako ruch powrotny do przebitych w połowie września wsparć. Po piątkowej sesji większości indeksów pozostało już jednak niewiele miejsca na dalsze wzrosty. Jedynie DAX, który wcześniej tracił więcej niż inne indeksy, a podczas ostatniego odbicia zyskał zaledwie 5%, ma jeszcze około 300 pkt. wolnego miejsca, co oznacza około 10-proc. potencjał. Do jego wykorzystania będzie jednak potrzebna kontynuacja wzrostów za oceanem. Trudno bowiem oczekiwać, aby w przypadku spadku amerykańskich indeksów do najniższych poziomów od 5-6 lat, na rynek niemiecki powróciły byki. Wprawdzie Nasdaq Composite przebił kilka sesji temu długoterminowe wsparcie, ale pesymistyczny sygnał został zanegowany środowym wzrostem indeksu powyżej 1206 pkt. Mimo to nie przyznawałbym jeszcze zwycięstwa bykom. Wciąż bowiem utrzymuje się krótkoterminowy trend spadkowy, ograniczany przez linię na poziomie 1280 pkt. Dopiero jej przebicie, co dodatkowo będzie się wiązało z pokonaniem oporu na 1251 pkt. (lokalny dołek z początku września) potwierdzi skuteczną obronę długoterminowego wsparcia. Wtedy indeks będzie mógł kontynuować wzrost nawet do okolic 1400 pkt. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku średniej przemysłowej Dow Jonesa, z tym że tutaj indeks cały czas utrzymuje się ponad lipcowym minimum (7702 pkt.). Do momentu pokonania oporu na 8300 pkt. (linia spadków, lokalny dołek z początku września) kupno akcji nie będzie najlepszym rozwiązaniem.
Zdecydowania brakuje inwestorom na parkiecie w Tokio. Tamtejszy indeks zdaje się tworzyć nowy trend boczny, tyle tylko, że kilka procent niżej niż ten z przełomu lipca i sierpnia. Praktycznie taka sama jest jednak wysokość formacji horyzontalnej, która wynosi około 600 pkt. Pozostaje więc teraz wstrzymać się z inwestycjami do momentu, kiedy Nikkei 225 wybije się ponad 9670 pkt. lub poniżej 9075 pkt. Trwający od mają trend spadkowy bardziej prawdopodobne czyni wybicie dołem.