Jak powiedział główny ekonomista BRE, z jednej strony zaniżono wiele pozycji pogarszających deficyt, z drugiej natomiast przeszacowano te jego części, które go ograniczają. Chodzi o wartość składek, które mają być przekazane do otwartych funduszy emerytalnych. Rząd zapisał, że ich wartość wyniesie 1,5% PKB. Zdaniem J. Jankowiaka, będzie to 1,3% PKB. To dlatego, że w budżecie nie ma słowa o spłacie zaległości wobec funduszy, nie ma więc powodu, aby wartość wpłat do OFE szacować na poziomie wyższym niż w tym roku (czyli właśnie 1,3% PKB).
J. Jankowiak skrytykował przyszłoroczne plany budżetowe. Jak powiedział, problem nie tkwi w zawyżonej prognozie wzrostu gospodarczego, ale w strukturze dochodów. - Z pewnością nie będzie to budżet stabilizacji i rozwoju - powiedział. Dodał, że jeśli już, to będzie to mała stabilizacja, a rozwoju nie będzie w ogóle.
To właśnie plan dochodów jest antyrozwojowy, bo wzrost wpływów bierze się z dużej dynamiki dochodów niepodatkowych, które nie powtórzą się w 2004 r., oraz z większych dochodów z podatków, m.in. z PIT. Podatki osobiste mają w przyszłym roku dać budżetowi o 11,6% więcej niż w tym roku. - To można wytłumaczyć wysokim wskaźnikiem wzrostu wynagrodzeń. Ale oprócz tego, po raz drugi z rzędu zamrożono progi podatkowe - mówi J. Jankowiak. Według niego, nie można również pozytywnie ocenić zmiany harmonogramu obniżania podatku dochodowego od firm.
- Co do wydatków, to kolejny raz mamy wzrost udziału wydatków sztywnych kosztem inwestycyjnych. Stosowana jest też naganna praktyka zmniejszania dotacji dla agencji wraz z umożliwieniem im zaciągania większych kredytów komercyjnych - uważa J. Jankowiak. Jego zdaniem, w budżecie na 2003 r. nie ma żadnego śladu próby zreformowania strony wydatkowej - reforma została odłożona na następny rok. Według J. Jankowiaka, być może Ministerstwo Finansów zakłada, że 2004 r. będzie do tego lepszy ze względu na dwa czynniki zewnętrzne. Pierwszy, to przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Drugi, to konieczność uruchomienia procedur ostrożnościowych, bo, według oceny resortu finansów, dług publiczny przekroczy 50% PKB. W pierwszym etapie nie będzie mógł wzrosnąć stosunek deficytu do dochodów budżetu.
Zdaniem ekonomisty BRE, nie można jednak powiedzieć, że budżet w 2003 r. doprowadzi gospodarkę na skraj przepaści. Przedwczesne są też twierdzenia, że w ciągu roku trzeba będzie dokonywać nowelizacji ustawy budżetowej, bo nie uda się zrealizować planu deficytu. - W wydatkach są pewne rezerwy. Konserwatywnie oceniono np. koszty obsługi długu. Jeśli więc nawet nie uda się osiągnąć planowanych dochodów ze względu na mniejszy wzrost gospodarczy, to będzie to można zrekompensować oszczędnościami na wydatkach - ocenia Janusz Jankowiak.