Rynek amerykański rozpoczął nowy kwartał z niezwykłą werwą, jednak wśród powodów tego nagłego wybuchu optymizmu trudno doszukać się przyczyn fundamentalnych. Indeks aktywności w przemyśle po raz pierwszy od ośmiu miesięcy spadł poniżej umownej granicy 50 pkt., oznaczającej pojawienie się tendencji recesyjnych. Obniżył się również indeks zatrudnienia. Obawy przed oczekiwaną wojną z Irakiem, a co za tym idzie znaczącym wzrostem cen nośników energii, nie oznaczają wprawdzie powrotu recesji, ale sygnalizują, iż obserwowane do tej pory symptomy ożywienia są traktowane z pewną rezerwą. Również w strefie euro wiara w pozytywne tendencje w gospodarce nie była we wrześniu najsilniejsza, więc optymizm graczy giełdowych raczej nie będzie miał trwałego charakteru. Wydaje się, że wzrostowa korekta, z jaką mamy obecnie do czynienia na parkietach zachodnich, niebawem dobiegnie końca, a górę wezmą czynniki fundamentalne.
Nasz rynek wczoraj tylko na początku sesji mocniej zareagował na wzrosty w USA. Późniejsza stabilizacja nieco powyżej poziomów odniesienia pokazała, iż GPW czeka na inny rodzaj impulsu. Na obecnych poziomach cen sprzedający niezbyt chętnie pozbywają się akcji, zaś większy popyt czeka na "strząśnięcie". Wynikiem tego wyczekiwania są śmiesznie małe obroty. Wygląda na to, iż bez agresywnej podaży z zagranicy wsparcia na indeksach nie zostaną przełamane w sposób przekonywujący. Trudno również wyobrazić sobie hossę przy obecnym stanie gospodarki. Być może wydarzeniem, które popchnie rynek w którąś stronę będzie irlandzkie referendum, dotyczące traktatu nicejskiego. Jeśli tak, to warto pamiętać, iż sondaże pokazują znacznie mniejsze poparcie dla tego dokumentu, niż przed rokiem, kiedy Irlandczycy traktat odrzucili.