W piątek upłynął termin, w którym spółka miała spłacić 14 mln zł kredytu zaciągniętego w Pekao. Bank zażądał pieniędzy, bo Szeptel nie uregulował raty. - Rozmowy trwają. Obejmują nie tylko Pekao, ale również PKO BP i Bank Spółdzielczy w Szepietowie, a więc wszystkich naszych głównych kredytodawców. Uzyskaliśmy od Pekao zapewnienie, że do końca roku nie podejmie działań windykacyjnych - powiedział nam Cezary Przybysławski, prezes Szeptela. - Nie jest prawdą, że złożyliśmy jakieś deklaracje - nie ma w tej sprawie żadnego porozumienia. Negocjujemy ze spółką. Czekamy na propozycje jakichś rozsądnych rozwiązań - mówi Sebastian Łuczak, rzecznik prasowy Pekao.
Zadłużenie kredytowe spółki sięga 32 mln zł, z tego jednak wymagalny stał się tylko kredyt inwestycyjny udzielony przez Pekao (niektóre udało się firmie zrolować), choć pierwotnie miał być spłacany jeszcze przez kilka lat.
Spółka chce zmniejszyć zadłużenie. Aby pozyskać środki, musi wyprzedawać aktywa. - Obecni akcjonariusze nie udzielą nam wsparcia. Otrzymałem jasne sygnały w tej sprawie. W tej sytuacji musimy się pozbyć aktywów, których nie możemy wykorzystać tak, jak planowaliśmy - twierdzi prezes. Największymi akcjonariuszami firmy są BGŻ i BRE Bank. Przez kilka miesięcy Szeptel prowadził z nimi rozmowy na temat dofinansowania. Bezskutecznie. Jak się dowiedzieliśmy, przedsiębiorstwo chce w tej sytuacji sprzedać telekomunikacyjną sieć radiową, budowaną w Białymstoku. Obecnie umożliwia ona obsługę jedynie 500 abonentów. Aby tę liczbę zwiększyć do 2,5-3 tys., przy której przedsięwzięcie mogłoby się stać opłacalne, spółka musiałaby zainwestować 2-2,5 mln USD. Takich środków nie ma. - Projekt w Białymstoku kosztował nas 5 mln zł. Chcemy te pieniądze odzyskać i wykorzystać na spłatę zadłużenia - przyznaje prezes Przybysławski. Spółka prowadzi już w tej sprawie rozmowy. Transakcja może być sfinalizowana w najbliższych dniach. Siecią, jak wynika z naszych ustaleń, zainteresowana jest osoba powiązana dawniej z szepietowską firmą.
Sprzedaż aktywów w Białymstoku nie rozwiąże jednak problemów spółki, która wciąż notuje straty. - Do końca roku chcemy pozyskać inwestora branżowego. Mówiąc otwarcie: to dla przedsiębiorstwa być albo nie być - przyznaje prezes. Inwestor mógłby przejąć akcje od grupy indywidualnych graczy, posiadających mocną pozycję w spółce. Banki nie powinny oponować - poniosły ogromne straty na inwestycji w szepietowską firmę i nie mają zbyt wielkich szans na odzyskanie środków. Rozmowy prowadzone są z trzema podmiotami. Spółka odmawia jakichkolwiek informacji na ten temat. Udało nam się jednak ustalić, że jeden z nich to podmiot zaangażowany w budowę Krajowej Grupy Telekomunikacyjnej (w takim wypadku spółka mogłaby się znaleźć w jednej strukturze z Telbankiem, co było wcześniej jednym z jej strategicznych celów), kolejny to operator lokalny, w którym zaangażowany jest kapitał zagraniczny, trzeci z kolei to jedna z firm zainteresowanych połączeniami międzynarodowymi.
Spółka liczy, że potencjalnych partnerów przekonają do współpracy jej atuty. W tym kontekście prezes wymienia 20 tys. abonentów, prawo drogi wynikające z umów z zakładami energetycznymi (umowy te wygasają z końcem roku) i porozumienie z narodowym operatorem białoruskim. - Mamy umowę o współpracy - przyznaje prezes Przybysławski. - Trwają uzgodnienia techniczne - dodaje. Szeptel nie ma jednak linii do granicy polsko--białoruskiej (zbudował jej fragmenty). Tu otwierałoby się więc pole do współpracy z potencjalnym inwestorem.Analitycy są sceptyczni. - Dla dużych operatorów Szeptel jest zbyt małą firmą, wiele innych nie ma zaś środków, by odgrywać rolę inwestorów. W przypadku KGT najpierw należy, zgodnie z zapowiedziami, oczekiwać konsolidacji NOM-u i Tel-Energo, a nie inwestycji w niezależnych operatorów. Nie uważam też, by były duże szanse, aby Szeptel, poprzez Białoruś, stał się bramą do Rosji. Biorąc więc pod uwagę segmenty, w których działa spółka, jej wielkość i sytuację, oceniam, że nie będzie jej łatwo pozyskać partnera. Trzeba jednak pamiętać, że w tej branży, co udowadnia Elektrim, nieoczekiwane zmiany sytuacji są możliwe - twierdzi Michał Buczyński, analityk DM BIG-BG. n