Pomimo że różnica pomiędzy najwyższym a najniższym kursem piątkowej sesji to zaledwie 16 pkt., notowania należały do ciekawych. Wynikało to może nie tyle z samej zmiany kursu, co ze zmiany w poziomie bazy (w pewnym momencie nawet +1 pkt.) oraz liczbie otwartych pozycji (LOP).

Zarówno wzrost bazy, jak i duże wahania LOP-u, mogą świadczyć o zmianie nastawienia wśród graczy. Na tym etapie trudno powiedzieć, czy zmiany tych wielkości to efekt zamykania krótkich pozycji, czy też wynik powolnej akumulacji longów. Jasne jest jedno - inwestorzy przestali się bać dalszych spadków. I to na tyle, żeby angażować się po długiej stronie rynku, nawet w sytuacji, gdy nastroje na światowych parkietach dalej pozostają niepewne czy też złe.

Z punktu widzenia AT można znaleźć kilka elementów uzasadniających zmianę nastawienia. Najbardziej przekonywująca wydaje się średnioterminowa wzrostowa dywergencja na RSI (13). Potwierdza ona to, co widać gołym okiem, mianowicie że potencjał spadkowy rynku wyczerpał się. A obserwowana od dwóch miesięcy stabilizacja to doskonała baza pod przyszłe wzrosty. Sygnał kupna generowany przez RSI jest tym silniejszy, że powstał po trwającym praktycznie od końca stycznia br. trendzie spadkowym.

W tej sytuacji jedynie kwestią czasu pozostaje to, kiedy rynek ruszy do góry. Obecnie minimalny zakres wzrostów trzeba oceniać na 1160 pkt., czyli do poziomu sierpniowego szczytu (pierwszy poważny opór). Chociaż patrząc na rynek przez pryzmat wzrostów, jakich w ostatnich czterech latach byliśmy świadkami w październiku, można oczekiwać powrotu w rejon 1300 pkt. Zanim jednak to nastąpi, byki będą jeszcze musiały powalczyć w okolicach ostatnich minimów. Wyrysowana w piątek podażowa świeczka każe oczekiwać jeszcze jednego "zejścia" w rejon 1020-1030 pkt.