Obserwując dokładnie wykresy indeksu bądź blue chipów i porównując je z wykresami kontraktów terminowych, można zauważyć pewną tendencję. Przed większością gwałtownych ruchów, mających miejsce na instrumentach bazowych, następuje zauważalny wzrost LOP na ich derywatach. Jedna z interpretacji tego zjawiska (mam nadzieję, że mylna) może być taka, że potężni operatorzy przed dokonaniem większych transakcji sami zwiększają swoje zaangażowanie na rynku lewarowanych instrumentów pochodnych. Kolizja z prawem pojawia się jednak wtedy, gdy obracają nie swoim kapitałem bądź udostępniają te informacje innym. Jednakże nie tylko zarządzający mają okazje do czerpania profitów z insider trading. Zajęcie to może również być atrakcyjne dla samorządowców, co w świetle zbliżających się wyborów nabiera szczególnego znaczenia.

Lata 60. XIX wieku przyniosły w Stanach Zjednoczonych ogólne rozprężenie moralne i wzrost korupcji. Było to efektem zarówno trwającej wojny secesyjnej, jak i generalnego nastawienia społeczeństwa na czerpanie korzyści materialnych, które ułatwiało powstawanie baniek spekulacyjnych. Rolę spółek TMT z lat 90. XX wieku odgrywały wówczas przedsiębiorstwa kolejowe. Były one ulubionymi walorami spekulantów.

W ogólnym mniemaniu funkcję barometru rynku pełniły akcje Kolei Harlem. To na nich koncentrowała się największa uwaga graczy. Z tego powodu były one stale akumulowane przez jednego z największych rekinów Wall Street - Vanderbilta. Miało to na celu zgromadzenie jak największego pakietu akcji, a następnie doprowadzenie do ich gwałtownej aprecjacji za pomocą sztuczki zwanej kornerem. Polegała ona na tym, że podmiot dominujący, zaangażowany w ogromnym stopniu, właściwie dyktował kurs, często windując go na niebotyczne poziomy.

Zainteresowanie Koleją Harlem zwiększyło się jeszcze bardziej, gdy magistrat Nowego Jorku wydał jej pozwolenie na budowę linii tramwajowej w mieście. Na skutek tej decyzji ceny akcji spółki wzrosły dwukrotnie (do ok. 80 USD). Wówczas rada miejska postanowiła skorzystać ze swej wyjątkowej pozycji i wziąć aktywny udział w rozgrywce na rynku. Radni sprzedali "krótko" akcje Kolei, a następnie cofnęli wydaną uprzednio koncesję. Kiedy wydawało się już, że ta taktyka przyniesie sukces, kurs akcji zaczął z impetem osiągać kolejne maksima. Vanderbilt postanowił zignorować rynek i za pomocą kornera doprowadził walory do ceny 160 USD. Samorządowcy ponieśli totalną klęskę, a co ciekawsze, rozliczeń dokonać musieli z samym przeciwnikiem, jako że posiadał on wszystkie akcje! Nie wyciągnęli oni jednak wniosków z tej lekcji i w następnym roku próbowali powtórzyć zagrywkę w ten sam sposób. Tym razem Vanderbilt doprowadził kurs do poziomu 1000 USD. Radni nie ponawiali już więcej prób osiągnięcia korzyści z poufnych informacji. Zdecydowanie stabilniejszym i nie tak ryzykownym źródłem dochodów były dla nich łapówki.

Przykład ten pokazuje na szczęście, że nieuczciwość nie zawsze popłaca. Co prawda ostatnio udowadnia nam się coś innego (abolicja podatkowa), ale klęska insiderów pozwala na zachowanie pewnej nadziei, że unikniemy podobnej sytuacji. Może tym razem nie będziemy naśladować tego, co amerykańskie.