Kolejne próby przebicia się przez wsparcie w strefie 1032-1040 pkt. dla WIG20 wyglądają jak walenie głową w mur. Z jednej strony nie ma podaży, która zepchnęłaby indeks mocniej w dół, z drugiej kolejne odbicia od tego poziomu są coraz słabsze. Z uwagi na niskie obroty towarzyszące testowi wsparcia trudno go uznawać za wiarygodny miernik siły byków. Tak czy inaczej krótkoterminowo sytuacja pozostaje nierozstrzygnięta, a rynek sprawia wrażenie, jakby to rozstrzygnięcie miało szybko nie nastąpić.
Nie można jednak pominąć kolejnych negatywnych czynników, jakie pojawiają się wokół naszego parkietu. Chodzi głównie o spadek S&P 500 poniżej lipcowego dołka, co potwierdza, iż wszystkie popularne wskaźniki giełdowe znajdują się w bessie. Ważne były informacje dotyczące Kredyt Banku, które w obliczu zbliżającego się okresu publikacji raportów finansowych za III kwartał, będą psuć klimat wokół sektora bankowego. Przecież problem złych długów nie dotyczy tylko jednego średniej wielkości banku, ale też dużo większych instytucji. Pamiętajmy, że wynik za miniony kwartał przesądzi prawdopodobnie, czy Pekao wypełni tegoroczną prognozę. Część analityków spodziewa się jej obniżenia, co zostałoby źle odebrane przez inwestorów. Do tego widzimy odwrót od akcji z sektora finansowego na świecie. Commerzbank przez ostatnie półtora miesiąca stracił ponad 50% (może się to przełożyć na postrzeganie BRE), w tym samym okresie Deutsche Bank spadł o ok. 40%, JP Morgan o ok. 30%, a Citigroup o ok. 20%.
Bessa wywiera coraz silniejsze piętno na emerging markets. KOSPI (giełda w Korei) jest na najniższym poziomie od końca listopada ub.r., Hang Seng testuje ubiegłoroczny dołek, coraz mocniejsze spadki widać w Pradze i Budapeszcie (8 kolejnych sesji w dół). Jest bardzo mało prawdopodobne, by w takiej atmosferze można było dobrze zarobić na akcjach.