Na wielu rynkach światowych notowania spadają już siódmy miesiąc z rzędu. Skala przeceny nierzadko sięga 50%. Niewątpliwie jest to oznaką mocno dojrzałych już trendów spadkowych, co bardzo często przekłada się na duże wyprzedanie tych rynków. Dobrze obrazują to oscylatory na wykresach miesięcznych, które notują teraz rekordowo niskie wartości, niewidziane od lat 70. Samo wyprzedanie jednak nie jest wystarczającym argumentem do prognozowania końca spadków. Wprawdzie im niżej są notowania, tym bardziej ograniczony jest potencjał bessy, co może powstrzymywać wielu inwestorów przed wyprzedażą akcji, ale nie powinno być to traktowane jako zachęta do kupna. Szczególnie, że same wykresy indeksów nie dają powodów do optymizmu.

Na poniedziałkowej sesji do najniższego poziomu od ponad 5 lat, dołączając tym samym do średniej przemysłowej i Nasdaq Composite, spadł S&P 500 (wg kursów zamknięcia). Można jeszcze wprawdzie wiązać nadzieje ze wsparciem, jakie tworzy minimalny kurs dnia z 24 lipca (775,75 pkt.), ale wiele wskazuje na to, że przełamanie tej bariery to kwestia najbliższych sesji. Wtedy spadki powinny zabrać kolejne 10% wartości indeksu. O poprawie nastrojów będzie można mówić dopiero, gdy S&P 500 zdoła powrócić powyżej 820 pkt., gdzie przebiega krótkoterminowa linia trendu spadkowego. Dopiero wtedy pojawi się szansa na poważniejszą korektę ostatniej fali bessy, która powinna sięgnąć przynajmniej 900 pkt. Wskaźniki trendu zgodnie potwierdzają rynek niedźwiedzia i pozostawiają jeszcze sporo miejsca dla spadków.

Wieloletnie minima pogłębiają kursy akcji notowanych w Tokio. Średnioterminowy punkt docelowy dla spadków indeksu Nikkei 225 można ustalić na 7000 pkt. Taki poziom wynika z blisko rocznego trendu horyzontalnego, z którego wybicie nastąpiło na początku września. Spadkowa linia trendu będzie ograniczała ewentualne korekty w okolicy 9200 pkt. Jej pokonania nie traktowałbym jednak jako sygnału kupna. Dopiero powrót do wspomnianego wcześniej trendu bocznego, czyli wybicie się ponad 9500 pkt., uznam za wystarczającą przesłankę do kontynuacji wzrostów.