Na wniosek rządu sąd federalny nakazał wznowienie działalności przez porty na zachodnim wybrzeżu USA. Jednak ich unieruchomienie na dziesięć dni spowodowało olbrzymie zatory, których rozładowanie zajmie wiele tygodni. Paraliż transportu może kosztować gospodarkę amerykańską ponad 19 mld USD.
Powołując się na ustawę Tafta--Hartleya z 1947 r., prezydent George W. Bush skłonił sąd federalny w San Francisco do wydania wyroku, zgodnie z którym dokerzy zatrudnieni w portach zachodniego wybrzeża powinni zakończyć strajk i wznowić pracę najpóźniej do 16 października. O rozpoczęcie przeładunków już wczoraj zaapelowało do nich Pacific Maritime Association, zrzeszające przewoźników morskich.
Według firmy doradczej Martin Associates, łączne straty gospodarki amerykańskiej spowodowane unieruchomieniem od 29 września wszystkich portów nad Pacyfikiem mogą osiągnąć 19,4 mld USD. Wstrzymanie importu z Azji oraz Australii utrudniło bowiem zaopatrzenie rynku przed zbliżającym się sezonem świątecznym oraz odbiło się na produkcji, gdyż wiele przedsiębiorstw przemysłowych jest uzależnionych od dostaw zagranicznych części i podzespołów. Straty ponieśli też amerykańscy eksporterzy.
Po wznowieniu przeładunków potrzeba będzie około dwóch miesięcy, aby sytuacja powróciła do normy. Powstały bowiem olbrzymie zatory i trzeba będzie rozładować około 200 statków czekających w portach i na redzie.
Zdając sobie sprawę z powstałymi opóźnieniami, liczne firmy zagraniczne mające fabryki w USA postanowiły zaopatrywać je drogą lotniczą. Postąpili tak m.in. japońscy producenci samochodów Toyota Motor i Nissan Motor oraz Matsushita Electric Industrial. Towarzystwa lotnicze nie są jednak w stanie sprostać zwiększonym zadaniom.