Minister finansów powtórzył w trakcie pierwszego czytania wszystkie argumenty, które przytaczał tuż po przyjęciu ustawy przez rząd. Wzrost PKB w wysokości 3,5% ma więc wziąć się przede wszystkim z pobudzenia popytu wewnętrznego. Pierwsze symptomy ożywienia, zdaniem Grzegorza Kołodki, już widać. Według niego, w IV kwartale tego roku produkt krajowy brutto może zwiększyć się o 1,7-1,8% (licząc rok do roku). W całym roku będzie to 1,2%, co - jak mówił wicepremier - będzie również skutkiem wejścia w życie ustaw z pakietu antykryzysowego. Prognozę dochodów minister Kołodko określił jako plan napięty, ale uzasadniony. Dodał, że wydatki rosną znacznie wolniej od dochodów, czego krytycy budżetu nie zauważają. Według niego, sukcesem jest też ograniczenie deficytu budżetowego do 4,9% PKB, z 5,4% w tym roku.
- To jest ostatni budżet przed naszym przystąpieniem do Unii Europejskiej. Niezwykle trudno będzie przygotować budżet na 2004 r. Już dziś wydatki sztywne stanowią 68,7% całości wydatków. W ten sposób nie da się dalej budżetować. Trzeba tak zreformować finanse publiczne, aby system stał się bardziej elastyczny - powiedział minister Kołodko. Projekt zmian w finansach publicznych rząd ma przedstawić na początku przyszłego roku. Według Grzegorza Kołodki, inne muszą być m.in. zasady finansowania KRUS i FUS.
- Budżet jest w waszych rękach. Proszę, nie zepsujcie go - powiedział posłom na zakończenie swojego wystąpienia. Jednak nawet koalicyjne kluby nie popierają projektu bezwarunkowo, choć go chwalą. - Cieszy nas wzrost nakładów na opiekę społeczną - mówił Jerzy Jaskiernia w imieniu Klubu SLD. Według niego, zmniejszenie deficytu to duży sukces, ale nadal niedobór utrzymuje się na wysokim poziomie. Posła niepokoi także duży dług publiczny. J. Jaskiernia zapowiedział, że jego klub przyjrzy się niektórym wydatkom. Chodzi przede wszystkim o 14 instytucji, których plany finansowe może korygować tylko Sejm. - Mamy do nich szacunek, ale rozmach, z jakim zwiększono wydatki, musi niepokoić i zastanawiać. Trzeba się przyjrzeć, czy wszystkie są potrzebne - mówił poseł Jaskiernia.
Opozycji projekt budżetu się nie podoba. - Można powiedzieć, że jest to raczej budżet stabilizacji niż rozwoju - stwierdziła poseł Zyta Gilowska z PO. Jej zdaniem trudno zrozumieć optymizm rządu, który opiera swoje prognozy wzrostu gospodarczego na założeniu, że będzie go napędzał popyt wewnętrzny. - Projekt budżetu jest ryzykowny ze względu na dochody. Ich wzrost opiera się na nieweryfikowalnych elementach, które często mają życzeniowy charakter - mówiła Gilowska. Według niej, dochody są przeszacowane o 5 mld zł. Na dodatek deficyt powinien być zwiększony o kolejne 7 mld zł, bo rząd przeniósł jego część do agencji rządowych, zmniejszając im dotacje i zezwalając na większe zadłużanie się.
Zdaniem Wiesława Walendziaka z PiS, jeśli wzrost gospodarczy będzie mniejszy o pół punktu procentowego od zakładanego, a inflacja i produkcja przemysłowa utrzymają się na tegorocznym poziomie, to dochody mogą być mniejsze o 3 mld zł. - Co się takiego stanie, że gospodarka ruszy z kopyta? Na razie nic na to nie wskazuje. Na przekonujące dowody będziemy czekać w komisjach - powiedział poseł PiS.