Brazylia nie dysponuje odpowiednimi funduszami, aby w terminie spłacać olbrzymi dług publiczny, który sięga 300 mld USD. Dlatego stara się zrefinansować go, pozyskując środki ze sprzedaży nowych obligacji rządowych, najchętniej bankom zagranicznym. Jednak wobec niepewnej sytuacji politycznej i gospodarczej w tym kraju instytucje te wolą nie podejmować ryzyka i ograniczają zakupy brazylijskich papierów skarbowych.

W tych warunkach zdołano zrefinansować tylko 12% zobowiązań, z których rząd powinien wywiązać się w sierpniu. We wrześniu udział ten wyniósł około 43%, a w październiku ocenia się go na 20%. Rząd musiał więc sięgać do rezerw, powodując ich gwałtowny spadek. Zasoby dewizowe Brazylii zmalały do 6,1 mld USD, z 36,3 mld USD w połowie czerwca, a tendencji tej nie powstrzymało nawet wypłacenie przez MFW części kredytu, wynoszącej 3 mld USD.

Minister skarbu Eduardo Guardia uważa, że do końca bieżącego roku rząd powinien pozyskać ze sprzedaży akcji około 24 mld reali (6,24 mld USD). Jego zdaniem, rezerwy wystarczą tylko do końca marca 2003 r.

Miejscowe banki są gotowe, w razie potrzeby, dopomóc rządowi w refinansowaniu długu. Jednak ekonomiści nie są o tym przekonani, zwłaszcza po niespodziewanym podwyższeniu przez bank centralny stóp procentowych, pierwszy raz od 15 miesięcy, co może grozić spowolnieniem wzrostu gospodarczego.

Decyzję tę podjęto, aby wzmocnić miejscową walutę, która od kwietnia straciła już ponad jedną trzecią wartości. Spadek kursu reala oraz notowań obligacji rządowych jest następstwem ogólnego załamania na światowym rynku akcji oraz olbrzymich złych długów i strat poniesionych przez zagraniczne banki wskutek kryzysu argentyńskiego. Dodatkowym powodem są obawy kół finansowych, że wybory prezydenckie wygra kandydat opozycji Luiz Inacio Lula da Silva.