- Może też zadziałać czynnik czysto psychologiczny: inwestorzy uznają, że skoro przez tyle miesięcy największe stopy zwrotu dawały papiery dłużne, to teraz przyszedł czas na akcje - uważa Mirosław Panek, prezes ING TFI. Jego zdaniem, można też oczekiwać, że w najbliższym czasie zniknie pesymizm związany ze złą sytuacją gospodarczą. Dobrej ocenie polskiego rynku będzie też sprzyjało zakończenie negocjacji w sprawie naszego członkostwa w Unii Europejskiej, stopniowa poprawa wyników spółek oraz napływ pieniędzy do OFE.

Najważniejszym czynnikiem ryzyka pozostaje natomiast dalsze opóźnienie ożywienia gospodarczego na świecie, a w Polsce - duży deficyt budżetowy i rosnące bezrobocie.

Na rynku obligacji analitycy z ING spodziewają się stopniowego wyhamowywania hossy. Dotyczy to przede wszystkim papierów długoterminowych, dzięki którym najlepszym funduszom udało się w ciągu ostatnich 12 miesięcy wypracować zyski sięgające 20%. - Jeśli ktoś teraz rozważa inwestycje w funduszu obligacji, to musi pamiętać, że takich wyników nie da się powtórzyć w 2003 r. - podkreśla M. Panek. Według Sebastiana Buczka, zarządzającego funduszami ING TFI, w przyszłym roku fundusze obligacyjne zarobią między 5 a 10%.

ING spodziewa się, że w tym roku aktywa, którymi zarządzają wszystkie TFI, wzrosną o ponad 60%. Do końca września zwiększyły się one o 48% i wyniosły 17,5 mld zł. - W perspektywie 5-10 lat z depozytów bankowych przepłynie do funduszy 30-40 mld zł - twierdzi M. Panek. Jego zdaniem, w 2003 r. TFI zaoferują nowe ciekawe produkty. Przykładem może być fundusz inwestujący w spółki o wysokiej dywidendzie bądź lokujący na różnych egzotycznych rynkach, np. azjatyckim.