W środę na światowe rynki powróciły wzrosty cen ropy, do czego znów
przyczyniły się wydarzenia na scenie politycznej. Stany Zjednoczone ostrzegły ponownie, że opieszałość ONZ w sprawie stworzenia rezolucji wobec Iraku może spowodować, że uderzą na ten kraj, nie czekając na decyzję wspólnoty międzynarodowej. W takich okolicznościach po pięciu z rzędu sesjach spadkowych, wczoraj na londyńskiej giełdzie petrochemicznej baryłka ropy gatunku Brent znów drożała, choć nieznacznie. W końcu dnia jej cena, w kontraktach z dostawą za miesiąc, kształtowała się na poziomie 26,6 USD, wobec 26,43 USD na zamknięciu sesji wtorkowej.
Wczoraj drożała również w Londynie miedź. W kontraktach trzymiesięcznych tona tego surowca kosztowała 1538 USD, o 13 USD więcej niż dzień wcześniej. Dealerzy z londyńskiej firmy Amalagameted Metal Trading uważają, że za zwyżkę ceny miedzi odpowiadały fundusze, które znów spekulacyjnie kupowały ten surowiec. Ich zdaniem, wzrosty nie potrwają jednak długo, ponieważ niebawem instytucje te zaczną realizować zyski, co obniży cenę miedzi do ok. 1500 USD za tonę.
Mimo że w środę przeważały spadki na giełdach papierów wartościowych, wczoraj taniało też złoto. Zwykle inwestorzy uciekający z rynków akcji lokują kapitały w ten kruszec, ale w środę taka tendencja nie była widoczna. Zdaniem analityków, przeceny akcji nie były na tyle silne, by zaniepokoić uodpornionych ostatnio na giełdowe spadki inwestorów. Wygląda na to, że wśród graczy przeważają nadzieje, że ceny walorów będą wydobywać się z pięcioletnich minimów i nie chcą oni stracić okazji do zajęcia pozycji. Nie wystraszyła ich nawet wczoraj groźba Stanów Zjednoczonych, że bez zgody ONZ mogą rozpocząć wojnę na Bliskim Wschodzie. W końcu sesji w Londynie uncja złota kosztowała 312,55 USD, wobec 313 USD na zamknięciu notowań wtorkowych.