Piątek nie rozpoczął się dobrze dla inwestorów z amerykańskich rynków akcji. Jeszcze przed rozpoczęciem sesji Departament Handlu Stanów Zjednoczonych podał dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku, które schłodziły nieco zapał inwestorów do kupowania akcji. Amerykanie kupują coraz mniej trwałych dóbr, zamówienia na nie spadły o 5,9%. Consensus amerykańskich ekonomistów wskazywał raczej, że spadek wyniesie 1,8%. Po publikacji Beżowej Księgi, informacje z Departamentu Handlu pokazały, ze gospodarce amerykańskiej daleko do ożywienia. Amerykańskie spółki nie zwiększają także inwestycji. Co więcej, spadek popytu na sprzęt telekomunikacyjny wyniósł aż 52% (najwięcej w historii). Trzy tak niekorzystne informacje podane na rynek w kilkudniowym odstępie mogły zniechęcić do kupowania akcji. Nasdaq zupełnie zignorował te informacje, nieznaczną zniżką na początku sesji zareagowała średnia przemysłowa. W następnych kwadransach giełdy zyskiwały.

Z punktu widzenia analizy technicznej obecne wzrosty należy traktować jako falę korekty wielotygodniowych spadków. Główne indeksy amerykańskich rynków akcji zatrzymały się poniżej długoterminowych średnich kroczących. Nakazuje to ostrożnie podchodzić do możliwości dalszych silnych wzrostów.

Agencja ratingowa S&P zmniejszyła w piątek rating inwestycyjny jednego z większych producentów samochodów na świecie - Forda z BBB+ na BBB. Samochody są dobrem konsumpcyjnym, które podlega zjawisku cyklów w gospodarce. Producenci aut w wielu przypadkach wyszli z koniunktury poprzedniej dekady z ogromnym bagażem zadłużenia. Rynki wyceniają akcję spółek motoryzacyjnych przy wskaźniku P/E poniżej 10 pkt. Gdyby zakładać, że jesteśmy u progu ożywienia w gospodarce, to wówczas wskaźniki te powinny być znacząco wyższe, dyskontując tym samym przyszłą koniunkturę. Tak jednak nie jest, co jest kolejnym argumentem za double dip za oceanem. Czy rynki zignorują tę groźbę?