Rynek przełknął raport o spadających zamówieniach na dobra trwałego użytku oraz o psujących się nastrojach konsumentów. Wydaje się, że opublikowane ostatnio raporty kwartalne część inwestorów czytała w różowych okularach. Zatroskani ekonomiści zwracają uwagę, że fundamenty gospodarcze nie zmieniły się. Jak brakowało inwestycji kapitałowych - tak brakuje. Przedstawiane przez przedsiębiorstwa dane kwartalne są lepsze nie dzięki przeważnie wzrastającym zamówieniom na ich produkty, ale z powodu obniżania kosztów produkcji.
Zarówno DJIA, jak i S&P 500 zakończyły ubiegły tydzień z 1,5--proc. zyskiem. Jak za nie tak dawnych dobrych czasów rynkowi przewodził Nasdaq Composite, wzrastając o 3,3%. Od ostatniego dołka osiągniętego 9 października Nasdaq Composite wzrósł o 19%, natomiast DJIA i S&P 500 o 16%. Pojawia się zatem pytanie, czy inwestorzy nie zechcą zrealizować krótkoterminowych zysków? Czy wyprzedaż nie zakończy trwającej minihossy?
- Wzrosty tracą impet. Nie sądzę, żeby mogły je stymulować raporty kwartalne, ponieważ nie przedstawiają ich w bieżącym tygodniu przedsiębiorstwa tak dużego formatu, jak ostatnio. Wiele zależy od jakości danych makroekonomicznych - zauważył Clark Yingst z firmy inwestycyjnej Joseph Gunnar, wypowiadając się w programie CBS MarketWatch.
Mark Arbeter, szef działu analizy technicznej S&P's MarketScope, zachowuje optymizm. Uważa, że podczas trwających wzrostów wskaźniki powinny dojść przynajmniej do poziomu lokalnych szczytów osiągniętych pod koniec sierpnia.
W bieżącym numerze "Barron'sa", redakcja tygodnika opublikowała wyniki sondażu, przeprowadzonego wśród 131 specjalistów inwestycyjnych, z których każdy zarządza kapitałem przekraczającym 5 mld USD. 43% profesjonalnych inwestorów deklarowało bycze nastawienie. Spodziewają się oni długiej fazy wzrostów, która zostanie zapoczątkowana już na przełomie III i IV kwartału i potrwa przez całe pierwsze 6 miesięcy 2003 r. Byki uważają, że najważniejsze wskaźniki giełdowe wzrosną w przyszłym roku od 10 do 15%.