Pierwszą reakcją rynków finansowych na zwycięstwo kandydata opozycji był wzrost notowań brazylijskich obligacji rządowych. Wkrótce ustąpił on jednak spadkowi i rentowność papierów z terminem wykupu w 2014 r. podniosła się do około 22%. Odżyły bowiem obawy przed niewypłacalnością.
W zeszłym tygodniu, poprzedzającym drugą turę wyborów, zarówno obligacje, jak i waluta brazylijska odrabiały straty po trwającym pół roku spadku notowań. Przyczyniły się do tego zapewnienia Luli, że jego rząd będzie spłacać dług publiczny sięgający 300 mld USD, ograniczy wydatki i obniży inflację. Od spełnienia tych warunków zależy wypłata Brazylii przyznanego przez MFW kredytu wynoszącego 30 mld USD.
Teraz uczestnicy rynku mają nadzieję, że prezydent elekt powierzy kluczowe stanowiska ministra finansów oraz prezesa banku centralnego kompetentnym, godnym zaufania specjalistom, którzy wyprowadzą kraj z kryzysu, odsuwając niebezpieczeństwo niewypłacalności i wzmacniając reala.
Eksperci wskazują jednak na sprzeczność między deklaracjami dotyczącymi uzdrowienia finansów państwa a obietnicami wyborczymi, które Lula składał ubogiej części społeczeństwa. To zapowiedzi ożywienia gospodarki, stworzenia 10 mln miejsc pracy i zapewnienia wyżywienia liczącej 175 mln mieszkańców ludności dały mu zwycięstwo. Tymczasem osiągnięcie tych celów wymaga pieniędzy i kłóci się z zamiarem ograniczenia deficytu budżetowego.
Środki na ożywienie gospodarki Lula chce uzyskać, zwiększając obciążenia podatkowe zamożnej części społeczeństwa. Jednocześnie planuje ulgi dla przedsiębiorców, rolników i osób kupujących domy. Jeżeli kalkulacja ta okaże się błędna, powróci niebezpieczeństwo niewypłacalności, ta zaś - ze względu na pozycję Brazylii - może odbić się negatywnie na sytuacji innych państw latynoamerykańskich. Skutki krachu finansowego mogą też odczuć rynki wschodzące na całym świecie.