Dotychczas regułą było, że nawet jeśli przez pewien czas WIG20 opierał się spadkom czołowych światowych indeksów, to w ostatecznym rozrachunku dołączał do bessy. Kiedy, za granicą rozpoczynały się wzrosty, nasz rynek bądź to człapał w miejscu, bądź to rósł gwałtownie przez kilka sesji pod sam koniec ożywienia. Ostatnie tygodnie przyniosły złamanie tej zasady. Nie dość, że WIG20 oparł się szalejącej na świecie jeszcze na początku miesiąca bessie, to ostatnio dotrzymywał innym indeksom kroku w czasie wzrostów.
Nasz rynek złamał też inną zasadę, będącą modyfikacją reguły "większość nigdy nie ma racji". Otóż, jeśli jakiś ruch rynku jest powszechnie oczekiwany, to praktycznie nie ma szans na to, żeby rzeczywiście wystąpił. Takim powszechnie oczekiwanym zachowaniem była zwyżka kursów w październiku. Tymczasem już piąty rok z rzędu WIG20 osiąga w tym miesiącu dołek i następnie istotnie rośnie.
Zachowanie rynku walutowego sugeruje, że za zwyżkami na giełdzie stoją inwestorzy zagraniczni. Złoty umocnił się zarówno w stosunku do dolara (2,5%), jak i do euro (2,9%). Notowania wspólnej waluty, po raz pierwszy od trzech miesięcy, spadły poniżej 4 zł. Wprawdzie tylko niewielką część napływającego kapitału kieruje się na giełdę (większość inwestorów kupuje pewnie papiery dłużne), ale przy niskiej płynności naszych firm wystarczy to do wywołania silnych wzrostów.
Także grono spółek, które najbardziej skorzystały na wzroście, wskazuje na napływ inwestorów zagranicznych na nasz rynek. Rosły kursy przede wszystkim największych przedsiębiorstw - skupiający średnie spółki MIDWIG zyskał w październiku tylko 5,1%.
Banki wróciły do łask