Możliwość taką sugeruje zresztą wiele przesłanek, jak chociażby pozytywna sytuacja na wskaźnikach. Dzienne MACD i ROC kontynuują wzrosty wysoko w strefach dodatnich, a w ujęciu tygodniowym korzystnie wyglądają wygenerowane przez nie sygnały kupna. Rosnącą siłę obecnego ruchu potwierdza także zwyżkujący wskaźnik kierunkowy ADX oraz średnie z 13, 34 i 55 sesji, które są bliskie znalezienia się w położeniu typowym dla rynku wzrostowego (SK13 już przebiła dwie dłuższe, a wkrótce powinno dojść do testu SK55 przez SK34).
To kolejne z elementów, które obok dominacji popytu widocznej w postaci wyraźnej przewagi białych świec na wykresie dziennym i tygodniowym pozwalają oczekiwać kontynuacji wzrostów. W perspektywie najbliższych tygodni kolejnym celem byków powinien być przynajmniej rejon 1260-1280 pkt., gdzie mamy silną strefę podażową, pochodzącą od górnej granicy luki bessy z końca czerwca br. i przełamanych dołków z I dekady maja br. Biorąc pod uwagę wielkość wspomnianego horyzontu, poziom docelowy dla wzrostów otrzymujemy jeszcze wyżej, gdyż w okolicach 1300 pkt., jednak z przesądzaniem zasięgu na tej podstawie warto wstrzymać się do czasu, gdy skala przebicia się zwiększy.
Ten dość optymistyczny scenariusz może unieważnić dopiero ponowny powrót w obręb konsolidacji, przy czym za sygnał zapowiadający większe osłabienie w najbliższym czasie należałoby, oprócz przebicia poziomu 1170 pkt., uznać sforsowanie połowy białej świecy z ostatniego poniedziałku na wysokości ok. 1164 pkt. Na razie byki nie dopuszczają jednak do zdecydowanych ataków na ostatnie z tych wsparć i również w najbliższym czasie powinny go skutecznie obronić.
W przeciwnym razie należy liczyć się z wyraźniejszym ruchem korekcyjnym, mogącym sprowadzić WIG20 do 1093-1115 pkt. Tam bowiem znajduje się kolejne z poważniejszych wsparć, wyznaczone przez szczyty z 9 i 17 września oraz lukę hossy z 15 października.
Możliwa wyraźniejsza korekta
Pomimo że w krótkim okresie perspektywy są dość dobre i większość przesłanek przemawia za kontynuacją wzrostów, to jednak jest raczej mało prawdopodobne, by udało się utrzymać tak wysokie, jak dotychczas, ich tempo. Ostatnie korekty były stosunkowo płytkie i chociaż z jednej strony można to traktować jako oznakę dużej siły byków, to jednak wydaje się, że bez wyraźniejszego odreagowania raczej się nie obejdzie. Przecena byłaby jednak dla tak "rozgrzanego" rynku korzystna, pozwalając sprowadzić go do stanu, równowagi. Na razie indeks utknął w obrębie niewielkiego okna bessy z 11 lipca w przedziale 1188-1193 pkt., jednak silniejszego oporu można spodziewać się w kolicach 1220 pkt., gdzie znajduje się lokalny szczyt z 10 lipca i 50--proc. zniesienia przeceny z połowy maja. Istnieje więc ryzyko, że właśnie w tym rejonie może dojść wkrótce do osłabienia, ale są spore szanse, że w takim wypadku będzie to jedynie ruch powrotny w kierunku pokonanych ostatnio oporów.