Na polski rynek energii trzeba obecnie patrzeć przez pryzmat Giełdy Energii i Internetowej Platformy Obrotu poee. Jest to konieczne, bo oba te rynki stanowią swego rodzaju logiczną całość, którą należy interpretować razem.
Czwartkowe sesje na giełdzie i poee wybitnie świadczą o tym, że mamy na karku kolejny z serii słynnych polskich długich weekendów oraz że listopad, być może, będzie ociekał nadpodażą energii elektrycznej.
I na giełdzie, i na poee, kursy są zastanawiająco niskie. Średnia cena na Giełdzie Energii wyniosła zaledwie 82 zł/MWh - co oznacza, że gwałtownie obniżyła się do poziomu, po jakim energię skupuje ostatnio Rynek Bilansujący. Dawno nie było takiej sesji, na której tylko w jednej godzinie kurs przekraczałby 100 zł/MWh.
Można to tłumaczyć dwojako: albo analitycy z większości podmiotów tego rynku ocenili, że zużycie energii w najbliższych dniach będzie niższe niż założono we wcześniejszych planach i teraz starają się wyzbyć jej nadmiaru - co obniżyło ceny - albo też cały listopad będzie generalnie "przekontraktowany".
Zachowanie się cen w pierwszych dniach miesiąca jest niezmiernie ważne z analitycznego punktu widzenia. Rynek energii lubi "chodzić" miesiącami - bo tak zawiera się na nim większość kontraktów. Musi jednak minąć kilka dni listopada, aby można było stwierdzić, czy ostatnie sesje są tylko wybrykiem, czy zwiastują wystąpienie trwalszej tendencji.