Inwestorzy przyzwyczaili resort finansów do dużego popytu na aukcjach bonów skarbowych. Jednak wczoraj sytuacja wyglądała inaczej - chcieli kupić papiery za 1,7 mld zł. Wobec poprzedniego przetargu, gdy popyt przekroczył 3,8 mld zł, było to niewiele. Sytuacja, gdy wartość ofert nie przekracza 2 mld zł, zdażyła się po raz pierwszy od lipca.

Nie zahamowało to wzrostu cen bonów. W rezultacie średnia rentowność tych papierów wyniosła 6,265%, wobec 6,399%. Podobnie jak w przypadku popytu, także spadek zyskowności był na tym przetargu mniejszy niż poprzednio.

Co było przyczyną mniejszego zainteresowania inwestorów papierami rocznymi? Inwestorów zagranicznych mógł odstraszyć drożejący złoty, który zmniejsza zyski z posiadania papierów skarbowych. Z drugiej strony jednak rynki zagraniczne czekają na cięcie stóp - w USA i strefie euro. A to zwiększa zyski inwestorów zagranicznych i powinno zachęcać do zakupów. Na dodatek, ostatnie wypowiedzi przedstawicieli NBP sugerują, że na kolejną obniżkę stóp przyjdzie poczekać do przyszłego roku, więc spekulanci mogli na razie zrezygnować z zakupów, co wydłużyłoby ich oczekiwanie na zyski.

Być może więc inwestorzy po prostu uznali, że ceny bonów po ostatnich spadkach są na tyle wysokie, że rośnie ryzyko korekty. Hossa na rynku papierów dłużnych trwa praktycznie nieprzerwanie od ponad dwóch lat. Najprawdopodobniej jednak inwestorzy zbierali pieniądze na zakup obligacji, których aukcja odbędzie się jutro.