Największe obawy budzą kolejne wysiłki na rzecz dalszego ożywienia konsumpcji. Amerykanie są zadłużeni po uszy, gwałtownie rośnie liczba ogłaszanych bankructw. Jednocześnie wciąż pogarsza się sytuacja na rynku pracy. Stosunek długów gospodarstw domowych do osiąganego dochodu jest najwyższy od ponad 20 lat. W sierpniu br. zadłużenie na kartach kredytowych wynosiło 1,73 bln USD - o 600 mld USD więcej niż rok wcześniej. Dziś na każdego zarobionego dolara Amerykanie wydają aż 1,22 USD.
Obcięcie stóp procentowych oznacza spadek kosztów zaciąganych kredytów. Dla przeciętnego Amerykanina stanieją koszty pożyczek pod zastaw nieruchomości, samochodowych oraz oprocentowania kart kredytowych. Niemal natychmiast wszystkie banki obniżyły podstawową stopę oprocentowania z 4,75% do 4,25%. Jednak w praktyce ulgi te mogą okazać się iluzoryczne. Producenci samochodów już od dawna oferują nadzwyczajne rabaty i zerowe oprocentowanie kredytów. Osoby zalegające ze spłatami kart kredytowych muszą i tak płacić wyższe oprocentowanie, a jeśli porozumiały się z emitentem w sprawie nowych, obniżonych rat, to po cięciu stóp nie ulegną one zmniejszeniu. Wobec spadku jakości zaciąganych długów konsumpcyjnych emitenci kart kredytowych wcale nie będą chętni do redukcji oprocentowania także dla zwykłych klientów. Nie wiadomo nawet, czy takie posunięcie pobudziłoby wewnętrzny popyt. Niepewność na rynku pracy powoduje, że coraz więcej konsumentów koncentruje się dziś na zmniejszeniu już zaciągniętych długów, a nie na zaciąganiu nowych.
Analitycy nie spodziewają się także zasadniczego spadku oprocentowania pożyczek hipotecznych na zakup domu, które i tak znajdują się w pobliżu 30-letnich minimów. W przypadku firm z kolei coraz więcej dyrektorów, zwłaszcza tych mniejszych podmiotów, uskarża się na zaostrzone warunki przyznawania kredytów i obniżanie limitów przyznawanych pożyczek.