Ostatnie dwa tygodnie na Wall Street upłynęły pod znakiem dyskontowania środowej obniżki stóp procentowych. Inwestorzy po drodze ignorowali wszystkie niekorzystne sygnały dochodzące ze sfery makroekonomicznej. Nawet także te, które wyraźnie wskazywały, że w czwartym kwartale raczej nie ma co oczekiwać ożywienia w gospodarce. Tak bowiem należy interpretować spadek do 9-letniego minimum indeksu nastrojów konsumentów. Teraz jednak należy oczekiwać kresu obowiązywania tej pokrętnej logiki. Wszystko, co było do zdyskontowania, zostało już zdyskontowane. Można więc przyjąć, że najbliższe sesje powinny przynieść spadki indeksów.
Takie oczekiwania znajdują potwierdzenie w analizie technicznej, tylko w przypadku indeksu Nasdaq Composite. Patrząc na wykres, trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy właśnie świadkami końca, rozpoczętych 10 października, wzrostów. Indeks ten dotarł w rejon sierpniowego szczytu (1423 pkt.), gdzie w środę utworzył formację wisielca. Te dwa elementy to już poważne ostrzeżenie przed możliwością zmiany trendu. Zwłaszcza że wskaźniki sygnalizują najwyższy poziom wykupienia od przeszło roku. Można więc wątpić, czy pójdzie on w ślady swojego "młodszego brata" - Nasdaq100 - i zdoła przełamać opór. Raczej należy przyjąć, że wybicie powyżej 1049 pkt. tego drugiego, to zwykła pułapka hossy. Żeby jednak móc jednoznacznie to stwierdzić, należy zaczekać na potwierdzenie formacji odwrócenia na obu wykresach oraz na zamknięcie okien hossy z 4 listopada br. (1019-1034 pkt. i 1360-1389 pkt.).
Znacznie korzystniej prezentuje się sektor tradycyjnej gospodarki. Zarówno na wykresie Średniej Przemysłowej, jak i S&P 500, obecnie trudno doszukać się jakichkolwiek elementów mogących świadczyć, że wzrosty nie będą kontynuowane. Po pokonaniu lokalnych szczytów z 11 września br., oba indeksy mają otwartą drogę do sierpniowych maksimów. Sygnałem do zamykania pozycji będzie spadek poniżej poziomu 882 pkt. dla indeksu S&P500, wyznaczonego przez konsolidację z 21.10-01.11.