Wtorkowa sesja nie należała do zbyt emocjonujących. Po długim weekendzie rynek dopiero się rozkręca, a oprócz kolejnej przeceny na zagranicznych parkietach inwestorzy nie mieli za bardzo na co reagować. Zaczęliśmy 5-pkt. spadkiem, bardzo szybko zamienionym w 7-pkt. wzrost, który zawdzięczamy dobrym wynikom BRE. Sporna pozostaje tutaj kwestia prawidłowej księgowości, ale inwestorzy na kontraktach takimi "drobnostkami" się nie przejmują.
Po osiągnięciu maksimum na 1149 pkt. bardzo szybko notowania kontraktów spadły o 17 pkt., obawiając się reakcji światowych giełd na informację o odrzuceniu przez parlament Iraku rezolucji ONZ. Wprawdzie ostateczna decyzja i tak należy do Saddama Huseina (parlament ma w Iraku takie same znaczenie przy podejmowaniu decyzji politycznych, jak polscy drobni inwestorzy w ustalaniu kursów na zdominowanej przez fundusze giełdzie), to jednak obawy przed zbliżającą się wojną skutecznie odstraszyły kupujących. Wyprzedaż skończyła się tam, gdzie większość "techników" ustawia w ostatnie dni spore oferty kupna. Wsparcie w okolicach 1134 pkt. (zniesienie 38,2%), po raz kolejny potwierdziło swoją wiarygodność.
Trudno na najbliższej sesji oczekiwać jakichś fajerwerków. Duzi gracze zapewne wstrzymają się z decyzjami, by zobaczyć przemówienie Greenspana (środa), kolejną porcję wyników polskich blue chipów (czwartek), dość istotne dane makro z rynku amerykańskiego w końcówce tygodnia, i w końcu decyzję w sprawie wspomnianej rezolucji (najpóźniej piątek). Trzeba poczekać, co z tego wyniknie, choć zapewne szybszy będzie sygnał ze strony analizy technicznej. Między wsparciem 1134 pkt. a linią trendu spadkowego robi się coraz ciaśniej. Jednak do takich sygnałów podchodziłbym teraz z rezerwą, bo dopiero końcówka tygodnia przyniesie większy ruch i wzrost obrotów.