Większości gmin nie będzie stać na to, by pozyskać środki z Unii Europejskiej - uważają eksperci Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Unijne pieniądze trafią do nielicznych najbogatszych samorządów. Ok. 10% gmin wypracowuje ponad połowę wszystkich dochodów w terenie.

- To samorządy wezmą na siebie ciężar zagospodarowania środków Unii. Tymczasem koncentracja dochodów sprawia, że znaczna część z nich nie będzie w stanie współfinansować unijnych projektów - mówi Wojciech Misiąg, ekspert IBnGR. Instytut sklasyfikował gminy na podstawie ich dochodów liczonych na jednego mieszkańca. Średnio dochody per capita wyniosły 1500 zł. Zaledwie 250 gmin przekroczyło ten pułap. Zmienić tę sytuacje mogłyby zmiany zasad finansowania gmin z budżetu centralnego. Nowelizacja ustawy o dochodach samorządów została jednak przełożona o rok.

Instytut ocenia, że tegoroczny deficyt samorządów wyniesie ok. 3,5 mld zł. Jeśli ta prognoza się potwierdzi, niedobór będzie o połowę mniejszy niż to zakładały same samorządy. Swoje szacunki IBnGR sporządził na podstawie półrocznych wyników, według których jednostki te miały ok. 2 mld zł nadwyżki.

Zdaniem ekspertów, polskie finanse publiczne nie są przygotowane do akcesji. Dotyczy to także budżetu centralnego. - Może się okazać, że przyszły rok to zbyt późno na rozpoczęcie reformy finansów. Mieliśmy nadzieję, że przyszłoroczny budżet będzie prounijny - mówi Wojciech Misiąg. Jego zdaniem, zmiany w systemie nie powinny skończyć się tylko na cięciach wydatków socjalnych. - Druga rzecz to sprawdzenie efektywności wszystkich wydatków budżetowych. To musi być dopełnienie całego programu - uważa Misiąg. Dodaje, że od 2004 r. polityka budżetowa będzie musiała się diametralnie zmienić, a nie widać żadnych tego oznak. Zmiana wynika przede wszystkim z konieczności rozliczeń z UE. Nawet jeśli bilans wpłacanych składek i otrzymywanych środków będzie korzystny, to sam cykl tych rozliczeń może być kłopotliwy. - Budżet na 2003 r. nie jest bardziej oszczędny, a to niepokojący sygnał - twierdzi ekspert IBnGR.

Instytut krytykuje autorów projektu, m.in. za świadome powiększanie deficytów agencji rządowych poprzez zmniejszanie dla nich dotacji. Według W. Misiąga w ciągu następnych kilku lat dotacje znów trzeba będzie zwiększać, by instytucje te mogły spłacić długi zaciągnięte na finansowanie swoich niedoborów.