Na międzynarodowym rynku naftowym nastąpił w czwartek niewielki wzrost notowań. Po środowym spadku do najniższego poziomu od początku roku ceny ropy stały się bowiem bardzo atrakcyjne dla jej nabywców, którzy wykorzystując okazję zwiększali zapasy. W Europie dodatkowym bodźcem było wzmocnienie euro wobec dolara. Impuls do wzrostu notowań dał też wyraźny spadek zapasów ropy w USA. Dane opublikowane wczoraj przez departament energetyki odbiegały nieznacznie od informacji, które we wtorek przekazał Amerykański Instytut Naftowy. Do spadku rezerw przyczyniło w pewnym stopniu unieruchomienie przez trzęsienie ziemi rurociągu na Alasce. Zmiana była jednak zaskakująco duża, zważywszy odnotowany ostatnio wzrost importu oraz mniejsze zużycie ropy przez amerykańskie rafinerie. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w grudniu płacono wczoraj po południu 22,75 USD wobec 22,70 USD w końcu sesji środowej. Po zaakceptowaniu przez Irak rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i zmniejszeniu tym samym niebezpieczeństwa wojny zabrakło na razie głównego czynnika, pobudzającego wzrost notowań. Tymczasem przekraczanie przez państwa OPEC limitów wydobycia zwiększa podaż i sprzyja tendencji zniżkowej.
Nie zdołano odwrócić środowego spadku ceny złota i w Londynie kruszec ten kosztował wczoraj 317,70 USD za uncję, wobec 319,15 USD dzień wcześniej. Eksperci nie wykluczali przy tym dalszej zniżki notowań. Pomimo to złoto jest wciąż o około 15% droższe niż na początku roku, co czyni je jedną z najbardziej zyskownych lokat.
Obniżyły się również notowania miedzi. Przy niewielkich obrotach metal ten, w kontraktach trzymiesięcznych, staniał w Londynie do 1574 USD za tonę, z 1582 USD w środę.