Gerhard Schmid zgodził się na przekazanie kontroli nad 32-proc. udziałem w MobilCom członkowi rady nadzorczej Helmutowi Thomie. Taki sam krok uczyni spółka Millenium GMBH, kontrolowana przez żonę byłego prezesa, która zrezygnuje z 5% akcji. Taki scenariusz był warunkiem dalszej pomocy przeżywającemu bardzo poważne kłopoty finansowe MobilComowi ze strony niemieckiego rządu. Władze przygotowały nowy projekt naprawy spółki, w którym uczestniczy też France Telecom i banki-wierzyciele MobilComu.

We wrześniu br. kanclerz Gerhard Schroeder podjął decyzję o dofinansowaniu operatora kwotą 400 mln euro. Spółka stanęła na krawędzi bankructwa (6,9 mld euro długu), gdy z jej finansowania wycofał się, skonfliktowany z byłym prezesem, główny akcjonariusz France Telecom. Była to częściowo decyzja polityczna, ponieważ zapadła tuż przed wyborami, a rządząca SPD nie chciała, by tuż przed udaniem się do urn, na bruku znalazło się 5,5 tys. pracowników MobilComu.

Gdyby nie doszło do porozumienia, wówczas operator musiałby natychmiast wygospodarować nierealną kwotę na spłatę części zadłużenia w wysokości 4,7 mld euro. Nowy projekt ratowania spółki zakłada, że France Telecom spłaci tę ratę, która dotyczy kredytów na zakup licencji UMTS w Niemczech. Ponadto przeznaczy też 1,1 mld euro na spłatę zobowiązań z tytułu zakupu nowoczesnego sprzętu od fińskiej Nokii i szwedzkiego Ericssona. Banki zgodziły się przekazać spółce na bieżącą działalność 162 mln euro. Do tej pory z obiecanych we wrześniu przez rząd 400 mln euro - MobilCom otrzymał 50 mln euro.

Druga z rzędu akcja ratunkowa MobilComu pobudził ponad 50--proc. wzrost notowań spółki już w końcu sesji czwartkowej. We wrześniu, gdy kanclerz Schroeder obiecał pomoc, jej walory zdrożały tylko w ciągu jednego dnia o 300%. Wartość rynkowa MobilComu nie jest jednak imponująca i wynosi teraz ok. 400 mln euro, wobec 13 mld euro, gdy w 2000 r. 28,5-proc. udział w spółce przejmował France Telecom