Indeks spółek o największej kapitalizacji od kilku sesji zmaga się z długoterminową i krótkoterminową średnią kroczącą. Po formacji podwójnego dna nie ma już śladu, a w pobliżu 1160 pkt. (ledwie 10 pkt. powyżej poniedziałkowego zamknięcia) znajduje się unieważniona linia sygnalna wspomnianej formacji. Rynek najwyraźniej zastygł w oczekiwaniu na informację, która przesądziłaby, w którym kierunku będzie dalej się poruszał. Dzisiejszą informację, że Polska zostanie przyjęta do Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku, trudno uznać za przełomową dla koniunktury na krajowym rynku akcji. Doprecyzowuje ona termin naszego wejścia, z pewnością zaś nie jest zaskakująca. Tego inwestorzy spodziewali się od dłuższego czasu, zatem należy przyjąć, że wiadomość od dawna jest już w cenach.
Wyniki finansowe za III kwartał pozostały niemal bez echa. Niewiele spółek mogło uznać miniony kwartał za udany. Blue chipy, zdominowane przez banki, nie pokazały niczego szczególnego, co uzasadniałoby dalszą zwyżkę ich kursów. Nieco lepsze wrażenie pozostawiły spółki o średniej kapitalizacji (sektor chemiczny, Inter Groclin, LPP), ale i to jest zbyt mało, aby można było wydźwignąć rynek powyżej 1200 pkt.
Dla zwolenników tezy, że rynki mają skłonność do powtarzania sekwencji z historii można znaleźć dobrą wskazówkę, uzasadniającą słabą koniunkturę w listopadzie. W ostatnich dwóch latach WIG20 w październiku i na początku listopada silnie zwyżkował. Następnie przez kilka tygodni nieznacznie zniżkował (do połowy grudnia), po czym rósł ponownie dobrze wpisując się we wzorzec tzw. efektu stycznia. Każda fala korygująca wzrosty kończyła się, gdy indeks znalazł się poniżej wszystkich średnich kroczących. Obecnie najniżej znajduje się średnioterminowa średnia krocząca, która jest na poziomie 1125 pkt. Spadek poniżej tej średniej byłby zatem zapowiedzią, że zwyżka może powrócić. Takiemu scenariuszowi (spadek na najbliższych sesjach) sprzyjają główne indykatory, które od początku listopada nie zachęcają do posiadania akcji w portfelach.